>> wybierz styl >> es :: ns :: bs

Weblog Tomasza Przechlewskiego [Zdjęcie T. Przechlewskiego] [[Ikona]]


scrum
random image [Photo gallery]
Zestawienie tagów
1-wire | 18b20 | 1wire | 2140 | 3rz | alsamixer | amazon | anniversary | antypis | apache | api | arm | armenia | astronomy | asus | atom.xml | awk | aws | bakłażan | balcerowicz | balta | bash | berlin | bibtex | bieszczady | biznes | blogger | blogging | blosxom | borne-sulinowo | breugel | bt747 | budapeszt | canon | cedewu | chello | chown | chujowetaśmy | cmentarz | contour | cron | css | csv | curl | d54250wykh | debian | dejavu | dhcp | dht22 | dia | docbook | dom | ds18b20 | dyndns | dynia | ebay | economy | ekonomia | elka | elm | emacs | emacs23 | english | ess | eu | excel | exif | exiftool | f11 | fc | fc11 | fc15 | fc5 | fc8 | fedora | fedora21 | fenix | ffmpeg | finepix | firefox | flickr | fontforge | fontspec | fonty | fop | foto | france | francja | fripp | fuczki | fuji | fuse | gammu | garmin | gawk | gazwyb | gdańsk | gdynia | gender | geo | georgia | gft | git | github | gmail | gnokii | gnus | google | googlecl | googleearth | googlemaps | gphoto | gphoto2 | gps | gpsbabel | gpsphoto | gpx | gpx-viewer | greasemonkey | gruzja | grzyby | haldaemon | handbrake | historia | history | hitler | holocaust | holokaust | hpmini | humour | iblue747 | ical | iiyama | ikea | imap | inkscape | inne | internet | j10i2 | javascript | jhead | k800i | kajak | kamera | kleinertest | kml | kmobiletools | knuth | kod | kolibki | komorowski | konwersja | krutynia | kuchnia | kurski | latex | latex2rtf | latex3 | lcd | legend | lenny | lesund | lewactwo | liberation | linux | lisp | lisrel | litwa | logika | ltr | lubowla | lwp | m2wś | mapsource | marvell | math | mathjax | mazury | mbank | mediolan | mencoder | mh17 | michalak | microsoft | monitor | mp4box | mplayer | ms | msc | msw | mtkbabel | museum | muzyka | mymaps | mysql | nanopi | natbib | navin | neo | neopi | netbook | niemcy | niemieckie zbrodnie | nikon | nmea | nowazelandia | nuc | nxml | oauth | oauth2 | obituary | okular | olympus | ooffice | ooxml | opera | otf | otftotfm | other | overclocking | panoramio | pdf | pdfpages | pdftex | pdftk | perl | photo | photography | picasa | picasaweb | pim | pine | pit | plotly | pls | plugin | po | politics | polityka | polsat | postęp | powerpoint | prelink | problem | propaganda | pstoedit | putin | python | r | radio | random | raspberry pi | refugees | relaxng | ridley | router | rower | rowery | rpi | rsync | rtf | ruby | rugby | russia | rwc | rwc2007 | rwc2011 | rzym | samba | sem | sheevaplug | sienkiewicz | signature | sks | skype | skytraq | smoleńsk | sqlite | srtm | ssl | statistics | stats | statystyka | stix | suwałki | svg | svn | swornegacie | szwajcaria | słowacja | tbilisi | terrorism | tex | texgyre | texlive | thunderbird | tomato | tourism | tramp | trang | truetype | ttf | turystyka | tusk | tv | tv5monde | twitter | typetools | ubuntu | uchodźcy | udev | umap | unix | upc | updmap | ups | utf8 | varia | video | vienna | virb edit | vostro | wammu | wdc | wdfs | webcam | webdav | wh2080 | wiedeń | wikicommons | wilno | windows | windows8 | wine | wioślarstwo | word | wordpress | wrt54gl | ws1080 | wtyczka | ww2 | www | wybory | wybory2015 | włochy | węgry | xemex | xetex | xft | xhtml | xine | xml | xmllint | xsd | xslt | xvidtune | youtube | yum | zakopane | zakupy | zdf | łeba | świdnica
Pobrania via google: [[Ikona]]
Archiwum
Inne blogi
N. Walsh | Morten H. Frederiksen | B. Clementson | prawo.vagla.pl | F. Hecker | M. Olson | J. Tennison | J. Clark | M. Nottingham | M. Shuttleworth | T. Isakowicz-Zalewski | J. Anglim | José A. Ortega Ruiz Modern Perl
Inne tematyczne
Ashwin Amanna | wiesia.nets.pl | Wojt | rwm.org.pl | DataBlog | Revolutions | Learning R | A. Gelman | C. Nel | J. Vogelgesang | ubl.xml.org/ | J.D. Long |
O stronie
wykorzystywany jest blosxom plus następujące wtyczki: tagging, flatarchives, rss10, lastbuilddatexhtmlmime. Niektóre musiałem dopasować nieco do swoich potrzeb. Więcej o blosxom jest tutaj
Subskrypcja
RSS 1.0
Wycieczka do Gruzji i Armenii

Piekarnia ze słodkimi bułami

Przystanek do Signagi (naprzeciw tej stacji)

Lotem W-wa--Tbilisi start 2.10.2017 22.30 lądowanie 4.00 (różnica czasu) powoduje że leci się niby 5,5 godziny (w rzeczywistości jest to 3,5h) Wsiadamy (Elka i ja) w autobus 37 do miasta i wysiadamy przy stacji metra Samgori skąd mają odjeżdżać marszrutki do Singagi. Jest 6 rano, noc i siąpi deszcz. Nie wiemy dokładnie skąd te marszrutki odjeżdżają. Przystanków marszrutek jest pełno--pytanie z którego jadą tam gdzie chcemy się dostać. Paniki nie ma--wiemy że da się to ustalić, a rozkładem nie ma co się przejmować, bo zawsze coś przyjedzie. Pytanie się wszechobecnych taksówkarzy nie ma sensu -- nic nie powiedzą bo sami będą chcieli zarobić. W tym temacie zresztą nawet nie trzeba się ich pytać -- sami namolnie się oferują: najbardziej konkretny najpierw chce 100 lari (160 PLN), w następnym zdaniu już 70. Jakbyśmy się targowali, to może by i mniej chciał, ale my nie jesteśmy zainteresowani. W końcu ustalamy metodą łażenia tam i z powrotem skąd konkretnie ww. marszrutka odjeżdża. Mówi nam to młody Gruzin -- społeczny kierownk przystanku można powiedzieć, bo łaził po placu wte-i-wewte, informował nas i parę innych zgubionych osób gdzie co jedzie, ale nie wyglądało że sam gdzieś się wybiera i że to jest jego zajęcie za pieniądze.

Czekamy, bo pierwsza marszrutka odjeżdża o 9:00. Czekanie umilamy sobie zwiedzaniem pobliskiego dużego bazaru, który właśnie zaczyna działalność (rano jest). W szczególności nabywamy takie fajne słodkie buły, podobne do chaczapuri, tyle że nadziewane dżemem albo jakąś słodką masą zwierającą orzechy. Taka buła to trylion kalorii ale kurcze smaczna jest, tyle że to chyba nie jest Gruzińskie danie, bo później nigdzie tego nie widzieliśmy. Jakby ktoś był w tych rejonach i chciał spróbować, to sklep z bułami jest pod adresem: 2--3 Mevele St (współrzędne 41.684604/44.854012, obok wejścia na bazar).

Marszrutka do Signagi kosztuje 6 lari (od osoby). Jedzie z nami wycieczka Chińczyków (6 osób) lub osób podobnych do Chińczyków. Nb takich osób w całej Gruzji było dość sporo. Być może było to związane z porą roku, ale mało było Polków, dużo Rosjan no i całkiem sporo turystów pochożych na Kitajców...

Aha, przed wejściem do autobusu kupiliśmy na lotnisku gruzińskie karty SIM za 7 i 5 lari (2Gb/1,5Gb). Jest to super proste--specjalne stoisko było czynne nawet tak wcześnie rano. Trzeba podpisać umowę, ale z pomocą kompetentnego, doskonale mówiącego po angielsku sprzedawcy nie stanowi to problemu. Smarfon się przydał a Internet działa całkiem-całkiem. A jak nie działał, to wspomagałem się OsmAnd -- mapą statyczną czyli zainstalowaną na telefonie...

W Signagi też pada. Idziemy na kwaterę pn Nato & Lado guesthouse, z którą kontaktowaliśmy się przez stronę FB. Mieliśmy jakieś obietnice zwiedzania winnicy/uczestnictwa w zbieraniu winogron, ale ponieważ pada nic z tego. Po południu idziemy do Bodbe obejrzeć klasztor pw. św. Nino. Fajna wycieczka i polecam.

Następnego dnia znowu pada. Decydujemy się na zmianę kwatery na Lagodekhi. Z rana idziemy do muzeum--niewielka instytucja i całe zwiedzanie zajęło nam może godzinę, ale można obejrzeć kilkanaście obrazów Pirosmaniego, więc warto. Wyjaśniło się zresztą iż pomnik na mieście osobnika na ośle to nie jest gruziński hołd dla Sancho Pansy tylko doktor na Ośle --motyw z obrazu Pirosmaniego.

Marszrutką jedziemy do Tsnori, które jest o rzut beretem, potem następną do Lagodekhi. Oczekując na przystanku co chwila jesteśmy nagabywani przez taksówkarzy koniecznie chcących zawieść nas do Lagodekhi za jedyne 20 lari. Próba wytłumaczenia im, że nam się nie spieszy i w związku z tym nie mamy cisku na taksówkę, nie odnosi rezultatu.

W Lagodekhi mamy ambitne plany pokonania wszystkich czterech szlaków opisanych w Internetach, więc nie tracąc czasu idziemy prosto do informacji, która jest kilka kilometrów pod górę. Tam pytamy się o realność naszych planów. (Personel mówi dobrze po angielsku BTW.) Jest kiepsko, pada śnieg (w wysokich górach) więc ten trzydniowy odpada, pada deszcz więc te kilkugodzinne też są wątpliwe, zobaczymy jutro--prognozy są takie że będzie pogoda. Proponują nam kwaterę. No i tu popełniamy błąd...

Reguła Wi-Fi (zwana także warunkiem koniecznym Przechlewskiego)

Otóż wg mnie jak na kwaterze nie ma Wi-Fi to nie ma też wielu innych rzeczy, które my uważamy za minimum a Gruzini niekoniecznie. Ponieważ pan w informacji władał dobrze angielskim zgodziliśmy się na kwaterę bez pytania o detale. Na miejscu okazało się że warunki są fatalne: nie ma Internetu; mieszkanie nieogrzewane a jest dość zimo; w związku z zimnem korzystanie z łazienki a zwłaszcza z wanny jest wybitnie teoretyczne; kuchnia jest, ale wspólna z gospodarzami i o wszystko trzeba prosić, co o tyle jest kłopotliwe że kuchnia wprawdzie jest w domu, ale żeby do niej dość, to trzeba wyjść na zewnątrz, obejść chałupę i wejść z drugiej strony (no czajnik elektryczny w pokoju by rozwiązał sprawę, ale jeszcze na to nie wpadli). Kurcze nawet stół w pokoju nie ma obrusa czy czegoś takiego a do tego w pokoju gdzie mamy spać nie ma światła--jest w pokoju obok, tam gdzie stoi stół, tyle że ten z kolei jest przechodni. Żarówki nie wkręcą, bo po co? Przecież się świeci w tym przechodnim... Rosyjski gospodarzy jest beznadziejny. Nasz niewiele lepszy (jeżeli w ogóle lepszy), ale jak Gruzin mówi dobrze to idzie się dogadać, a jak dwie strony kaleczą, to ustalenie czegokolwiek jest trudne.

Jest już późno (o tej porze roku noc zapada koło 19:00), dziś już niewiele zrobimy. Idziemy do miasta coś kupić do jedzenia i się rozejrzeć. Kupujemy chleb w piekarni--facet pyta czy zawinąć. Da pażausta. Wyciąga gazetę, starannie oddziera pół, i zawija--poczułem się 30 lat młodszy. Śmiejemy się z Elką...

Następnego dnia rano (8:00) idziemy na szlak. Tzn. podwozi nas nasz gospodarz, który ma taksówkę. Pierwsze co to jedzie na stację i za 20 naszych lari kupuje paliwo (za te 20 lari zawiezie nas i przywiezie z powrotem). Ten myk już znamy z poprzednich wojaży i nas wcale nie dziwi czemu nie zatankował przed kursem. Pierwszy szlak (do twierdzy Machi) jest łatwy. Około 13:00 wracamy taksówką (co nas kosztuje ekstra 8 PLN bo musimy dzwonić via Polska--jedyny telefon wykonany w Gruzji). Wychodzi nam, że dziś jeszcze warto zrobić drugi szlak--jak jutro pójdziemy na ten wielodniowy, to już nie zdążymy później. Każemy się wieść do Informacji (stamtąd zaczyna się ten drugi szlak pn Ninoskhevi Waterfall aka Great Waterfall). Ciężko jest wytłumaczyć Gruzinowi, że nie chcemy jeszcze wracać do domu ale udaje się...

Coś trzeba zjeść więc prosimy naszego kierowcę, że my choczom pokupić chaczapuri. To akurat zrozumiał i nas zawiózł do niepozornego lokalu. Wchodzimy nie ma chaczapuri--piecze się i będzie za 10 minut, są jakieś pierogi. No-to-nie, wracamy. Kierowca widząc, że wracamy za szybko pyta się co się stało i sam proponuje że poczeka. No to wracamy z powrotem.

Może te pierogi sobie kupimy co nam proponowali w oczekiwaniu na chaczapuri? Zamawiamy--nie ma. Kurcze dziwne, skończyły się a jakby klientów oprócz nas nie było...


Chaczapuri z Lagodekhi

Chaczapuri za 1,5 lari od sztuki (2,40 PLN) jest super. Na czymś w rodzaju francuskiego ciasta. Bierzemy jeszcze dwa na wynos na kolację. W Gdańsku w piekarni gruzińskiej chaczapuri o jakości take-awaya podgrzewanego na mikrofali z Tbilisi 16 PLN (dla porównania). Taksówkarz pojechał gdzieś i musimy chwilę poczekać (pytał się czy może, nie porzucił nas) -- się okazuje, że złapał kurs, wraca pod chaczapurnię z kobitą z dzieckiem. Po drugiej stronie ulicy jest bank, przywiózł je do banku. No proszę jaki zaradny.

Jedziemy teraz do Informacji pytać się co dalej. Tam już jest inna obsada--bardziej konkretna. Mówią że lepiej nie iść na Black Rock Lake i my też coś czujemy, że to nie byłoby rozsądnie. Trzeba być przygotowanym (buty/śpiwór/aprowizacja) i mieć jakieś tam doświadczenie. To nie dla nas... Pytamy się że może do połowy dość i wrócić -- podobno nie warto. Dwa dni łażenia po lesie a dopiero druga połowa jest super-atrakcyjna widokowo. Ostatni ze szlaków -- Black Grouse Waterfall -- jest zalany wodą i niedostępny No to sprawa jest jasna: dziś jeszcze przejdziemy się do wodospadu a jutro pojedziemy do stolicy.

Drugi szlak jest znacząco trudniejszy i bardziej męczący. Schodzimy ze szlaku praktycznie równo z nadejściem zmierzchu, mając w nogach +20km. W nocy rezerwujemy nocleg w hostelu Envoy, w którym już nocowaliśmy w 2015 roku. Po prostu wysyłam im emaila i po chwili jest potwierdzenie--być może dlatego tak szybko, że już nas znają.

To że tu wszystko na gębę można załatwić w 15 minut i za taką samą cenę jak rezerwowane miesiąc wcześniej, to jasna strona Gruzji:-)

Dwa szlaki zaliczone. Z dwóch co zostały do zaliczenia jeden jest za trudny, a ostatni -- zalany wodą i nie radzą tam chodzić. Rano wiozą nas taksówką (10 lari) na postój marszrutek. Nawiasem mówiąc za pobyt zapłaciliśmy 60 lari a za trzy krótkie kursy taksówką 30 lari. Paradoks. Być może było się targować...

Tbilisi

Marszruta nie staje na Samgori, tylko gdzie indziej. Nie wiemy dokładnie gdzie, ale po chwili widzimy stację metra. Wyciągam smartfona. Przez google maps ustalam, że do Envoya jest 40 minut piechotą, a jak pojedziemy metrem na stację Avlabari, to stamtąd jest 12 minut. Wysiadamy na Avlabari. Eeee, te rejony to my już znamy. Lecimy do Envoya, zostawiamy bagaże i do wieczora chodzimy po mieście.

Ciekawostką są setki kibiców Walii w koszulkach narodowych -- niechybny znak, że dziś wielki mecz w piłkę kopaną. Nawet przez chwilę rozważałem pójście, ale dałem sobie spokój (gdyby grali rugbyści to by nie było dylematu.) Rano pytam się recepcjonistę o wynik--nie wie. You prefer rugby? Yes--nie wiem czy szczerze czy przez grzeczność potwierdził.

Walia wygrywa 1:0.

W sobotę-niedzielę będzie się odbywał festyn pn: Tbilisoba. Więc nasze plany są takie: w Sobotę bierzemy udział w festynie a w niedzielę zapisujemy się na wycieczkę do Armenii. Impreza festynowa okazuje się mało ciekawa: część towarzyska atrakcyjna dla Gruzinów, którzy wszędzie stawiają grille i jedzą te swoje szaszłyki ale to nie dla nas; część artystyczna nieobecna praktycznie, na scenach nic się nie dzieje; cześć handlowe mizerna, kupa ludzi ze wsi sprzedaje to co zwykle. Rozczarowanie i nie polecam.

Normalnie to chodziliśmy na obiad do Machakhela na placu Vakhtang Gorgasali (Nb to chyba sieciówka bo identyko lokal był/jest w Batumi.) ale z uwagi na tłumy szukamy czegoś poza centrum i decydujemy się na Cheburek Cafe, zaraz za łaźniami tureckimi (ulica Ioseb Grishashvili). Chcemy zupę z fasoli, po dwa chinkali i coś warzywnego. Zupy nie ma, chinkali nie ma nawet w menu (to chyba nie jest lokal prowadzony przez Gruzinów). W zamian proponują -- elementary my dear Watson -- czebureki. Niezłe. Pierwszy raz w życiu jadłem, a do czerwca br. to nawet nie wiedziałem co to jest (w czerwcu w Jastrzębiej Górze zobaczyłem toto w budzie fastfudowej).


Tbilisi nocą

W nocy z soboty/niedzielę nie mogę spać, o 4:00 idę zwiedzać Tbilisi/sprawdzić jak wygląda festiwal nocą. Wcale nie wygląda, bo w sumie nic się nie dzieje. Ulice opustoszałe oprócz tych w centrum gdzie są lokale i trochę ludzi się kręci. Tbilisi jest fajnie podświetlona więc wpadam na pomysł pyknięcia paru fotek z wysokości twierdzy Narikala. Idę w górę, nikogo, kompletnie wyludniona okolica. Na górze nawet stragan z całym szajsem pozostawiony bez dozoru... Wracam o 5:30 do Envoya.

Ten nocny wojaż to także empiryczna weryfikacja stanu bezpieczeństwa w Gruzji. Zero strachu wałęsania się po obcym mieście w nocy. Zresztą nie spotkałem tutaj nikogo podobnego do chuligana--chlory są, wiadomo, bo to biedny kraj jest, ale agresywna młodzież--nie widziałem. No i podobno policja jest sprawna/nieprzekupna.

Armenia

Wycieczkę do Armenii wykupiliśmy w hostelu za 135 lari od osoby. W programie wyjazd do trzech klasztorów: Sanahin, Hachpat i Akhtala (w kanionie rzeki Debed), w takiej właśnie kolejności. Wyjeżdżamy o 9.00 około 14:00 mamy obiad przygotowany przez Ormiańską rodzinę we wsi Hachpat. Wracamy około 20:00. Wrażenia mieszane. Pozytywy: widoki, klasztory, obiad (kuchnia Ormiańska IMO jest lepsza od gruzińskiej, która jak dla mnie jest zbyt kaloryczna w części jarskiej, że tak powiem oraz obok moich upodobań z tymi swoimi szaszłykami i innym czerwonym mięsem), fajne towarzystwo z całego świata (USA, Nowa Zelandia, Australia, Niemcy no i my). Negatywy: straszna bieda i zdegradowana do niepojętych granic infrastruktura/domy, które trzeba oglądać...

Odmeldowujemy się z Envoya. Kupuję na mieście chaczapuri w wersji take-away i jemy je na trawniku obserwując dogorywającą imprezę pn. Tbilisoba. Stoiska już w większości są zamknięte, ludzie z prowincji zwijają biznesy. W hostelu twierdzili, że na scenie w pobliżu łaźni będzie gala koncert, ale słusznie stwierdziliśmy że to false-alarm jest i nie poszliśmy tam (podejrzane wydało się miejsce dla tego koncertu--toż tam w ogóle nie ma przestrzeni dla widzów). Że było to słuszne posunięcie potwierdza kompletna cisza -- gdyby grali/śpiewali byłoby coś słychać--nasz trawnik jest niedaleko.

Nota Bene Elka-optymistka sugeruje jechać na lotnisko i tam coś zjeść (don't do that--ceny z księżyca), na szczęście jej nie słucham. Około 22:00 jedziemy na lotnisko autobusem linii 37. Do odlotu zostało nam 7 godzin, ale w sumie nie ma nic do roboty. Od Envoya do najbliższego przystanku 37 jest blisko, należy tylko przejść przez most, a następnie kierując się na stację metra, minąć ją i szukać pierwszego przystanku autobusowego po prawej stronie. Przejazd jak zwykle, tj. pół lari czyli około 80 groszy.


Sklep przy lotnisku

Na lotnisku nie ma co robić, zabijając czas można by coś kupić i zjeść--ceny wszakże zniechęcają. Moja ulubiona, bo duża, kawa Americano za 14 PLN, i jest tego może 100ml (jak to jest Americano to jak wygląda Espresso:-?). W Wa-wie to się w Costa dostaje za podobną cenę pół litra.

Nie kupuję, idą sobie sprawdzić przed lotniskiem. I jest sukces. Obok efektownego posterunku policji (Isani Samgori PoliceStation #6 na google maps) jest mały sklepik, a w nim normalne ceny. He, he... ostatnia sprawiedliwa na wschód od Tbilisi (sprzedawczyni zwana w PRL sklepową) śpi, stukam w szybę: Kofi u was jest. -- Jest... Jest też lodówka z lodami: katoryje morożenoje charosze? -- Wsie charosze... No i faktycznie dobre były.

Tbilisi-Wwa start 9.10.2017 05.05 rano.

Przydatnie informacje

Wycieczka wyszła nam 1500PLN/łep z czego połowa to cena biletów lotniczych. Specjalnie się nie ściskaliśmy z kasą wię pewnie dałoby radę i taniej, ale po co?

Miejsce odjazdu marszrutek spod Samgori do Singagi: 2 Ketevan Dedofali Ave (wsp. geograficzne: 41.686001/44.852066)

Chaczapurnia w Lagodekhi: 23 Qiziki St., naprzeciw oddziału Libery Bank (jeżeli czegoś nie pokręciłem)

Ślad ze zdjęciami do twierdzy Machi oraz wodospadu Ninoskhevi

Tani sklepik pod lotniskiem: po lewej patrząc od terminala w stronę miasta, tj. przed posterunkiem policji (wsp. geograficzne 41.673424/44.961378)

Ślady naszych wycieczek 2014/2015/2017 (czerwony -- 2014, niebieski -- 2015)

Zdjęcia z wycieczki z 2017

Dane w formacie GPX/KML do pobrania tutaj

url | Sat, 14/10/2017 02:37 | tagi: , , , ,
Trzecia podróż na Kaukaz

Właśnie wróciliśmy z Elką z Gruzji i Armenii, która to wycieczka była naszą trzecią w tamte rejony. Zanim więcej na temat, na razie podsumowanie naszych wyczynów w postaci pliku GPX (na pierwszej mapie czerwona kreska oznacza rok 2014, niebieska -- 2015, ciemno-zielona -- 2017): 2014-17201420152017

Ponieważ powyższe linki prowadzą do dość rachitycznego serwerka, to na wypadek gdyby ów zniknął albo przestał działać kopie plików GPX są w repozytorium na githubie tutaj

url | Wed, 11/10/2017 03:47 | tagi: , , , ,
Wycieczka na Słowację i do Budapesztu

Pokaż na większej mapie

Pojechaliśmy na wycieczkę na Słowację i na Węgry. Dwa dni zwiedzania okolic Starej Lubowli (Stará Ľubovňa) potem 2 dni w Budapeszcie. Z dojazdami wyszło od poniedziałku do niedzieli 21--27 sierpnia 2017, tj. przyjechaliśmy do Lubowli w poniedziałek około 20:00, a w niedzielę z kolei byliśmy w domu około 18:00 (wyjeżdżając z Budapesztu przed 7:00 rano).

Udało mi się mimo niechętnej postawy małżonki zabrać rower. Żeby było więcej miejsca w bagażniku na bagaże, to z kół zdjąłem zaciski i wsadziłem je do zrobionych z kartonu pokrowców. Ponadto odkręciłem pedały. Po tych zabiegach rower był bardziej płaski i stwarzał lepsze wrażenie (na małżonce, bo pewnie i bez odkręcania cały bagaż też by się zmieścił). Czy ten rower w ogóle się przyda nie był całkiem pewne -- zależało to m.in. od zakwaterowania.

Pierwszego dnia w Lubowli zwiedzaliśmy głównie zamek. Interesujące miejsce, dużo poloników (tj. przedmiotów związanych z Polską) i ciekawe ekspozycje, w szczególności rekonstrukcje warsztatów rzemieślniczych, browaru i gorzelni. Pokaz ptaków drapieżnych używanych do polowań -- dla mnie taka sobie atrakcja, ale publiczność była liczna i zachwycona. Po zamku pora na zwiedzanie skansenu, który jest w pobliżu (można kupić bilet od razu uprawniający do wejścia do zamku i do skansenu.) Też miejsce warte zwiedzania, w przeciwieństwie do następnej atrakcji pn. średniowieczny obóz wojskowy (Stredoveký vojenský tábor -- w skrócie tabor), którą spokojnie można sobie odpuścić -- oszczędzając 2 EUR. Niewiele jest tu ciekawych rzeczy do oglądania; konkretnie mówiąc są cztery: replika wozu husyckiego (wóz taborowy) z okresu wojen husyckich i trzy rodzaje katapult. Nawet interesujące te katapulty, ale zwiedzanie wszystkiego zajęło nam góra 10 minut, czyli nie za dużo. Podobno jest to miejsce imprez plenerowych typu turnieje rycerskie czy łucznicze, ale my nie mieliśmy widocznie szczęścia bo nic takiego nie miało miejsca, a gdyby nawet to są to raczej atrakcje dla dzieci. Jest też `stylizowana karczma', pytanie tylko na co stylizowana? Wygląd nie zachęcał do wejścia.

Wieczorem pojechaliśmy na basen do Wyżnych Rużbachów (Vyšné Ružbachy). Kąpielisko termalne Izabela (chodzi o hrabiankę Zamojską BTW, która w pełnym brzmieniu nazywała się Izabela Alfonsina Maria Teresa Antonina Krystyna Mercedes Karolina Adelajda Rafaela de Burbon -- tutaj zwana w skrócie grófka Isabela) Basen otwarty był zamknięty, bo cośtam, ale czynny był ten całoroczny (czyli znajdujący się w budynku -- wejście pod recepcją hotelu Strand). Ja nie miałem slipów, to nie wszedłem, Elka z Jankiem pływali a ja poszedłem na kawę latte i ciasto do Hotelu (b. dobre i w przystępnej cenie). Elka wykąpała się też odważnie w słynnym (jeziorku kraterowym (trawertynowym) -- drugiej obok basenów termalnych atrakcji (ignorując zakaz kąpieli).

Drugiego dnia zwiedzanie okolicy: Czerwony klasztor (Červený kláštor), potem spacer wzdłuż Dunajca do kładki do Sromowic. Dunajcem nie płynęliśmy, podobno drogo i ciężko się dopchać takie kolejki. Po obiedzie zameczek w Strážkach koło Białej Spiskiej. Znajduje się tam kolekcja obrazów Ladislava Medňanskiego, co akurat dla mnie nie jest wielką atrakcją -- no nie znam się na malarstwie i zwiedzanie galerii zwykle mnie nudzi. Po Strážkach zwiedzanie miejscowości Kieżmark (Kežmarok)--zamek i spacer po starym mieście.

Zakwaterowani byliśmy komfortowo w czymś w rodzaju internatu (dzięki znajomej małżonki, na zaproszenie której zresztą pojechaliśmy). Mieliśmy do wyłącznej dyspozycji 5 pokoi, kuchnię z jadalnią i łazienkę. Dyrektorski apartament!

W związku z tym rower też nikomu nie przeszkadzał -- parkował w jadalni -- i dwa razy się przejechałem po okolicy. Żeby się nie alienować od reszty rodziny rowerowałem przed śniadaniem, tj. zaczynałem około 6 rano. Się okazało, że rano to tu całkiem zimno jest, np. drugiego dnia było 8C (pierwszego było ciut cieplej), a ja w krótkich spodniach, bez rękawic i czapki -- bo tak sobie wymyśliłem, że przecież jedziemy na południe. Ale dałem radę...

Budapeszt

W czwartek rano pojechaliśmy do Budapesztu, po drodze odwiedzając termalne baseny jaskiniowe w Miszkolcu-Tapolcy. Do Budapesztu dotarliśmy przed 19:00. Tym razem kwaterą było w miarę małe ale wygodne, czyste i nowocześnie wyposażone mieszkanie w bloku, przy ulicy Törökugrató (wyszukane przez AirBNB.) Ulica Törökugrató BTW to Buda a nie Peszt, co też się okazało szczęśliwe z punktu widzenia rowerowania. Buda bowiem jest górzysta, a ulica Törökugrató jest już poza centrum. Dało radę zatem całkiem serio pojeździć, co by w centrum zupełnie nieznanego miasta było raczej niemożliwe. W szczególności pierwszego dnia wjechałem na górkę pn Széchenyi-hegy, z nachyleniami sięgającymi 15%.

Część oficjalna obejmowała zwiedzanie tego co należy zwiedzać w Budapeszcie: dwa zamki, dwa kościoły (Stefana i Macieja), targ, operę, mosty, no i synagogę. W niedzielę przed siódmą rozpoczęliśmy odwrót, w domu byliśmy około 17:30. Warunki do jazdy były prawie że idealne--zero ruchu, tylko trochę popadało w okolicach Kujaw.

Zdjęcia z wycieczki są tutaj.

url | Mon, 04/09/2017 19:50 | tagi: , , , , ,
Wycieczka do Suwałk 2017

Byliśmy od czwartku 3.08 do poniedziałku 7.08. Niezwykle udany wyjazd: pogoda super, dwa spływy (24km po Czarnej Hańczy oraz 14km po Rospudzie), i zwiedzanie okolicy. Ja do tego jeździłem codziennie na rowerze zaliczając następujące trasy: Elbląg--Górowo Iławieckie (przez Pasłęk/Pieniężno), Suwałki--Sejny, Suwałki--Buda Ruska, Suwałki--Hańcza (wokół jeziora Hańcza), Suwałki--Buda Ruska raz jeszcze. Razem rowerowania wyszło około 95 + 50 + 50 + 80 + 40 = 320 km czyli Not bad. Do tego spotkanie z przyjaciółmi jeszcze ze studiów, u których się zatrzymaliśmy zresztą. Teraz mam trochę zdjęć i filmów, które wymagają obróbki. Zdjęcia były robione albo smarfonem z włączonym trybem lokalizacji (czyli w trybie dopisywania współrzędnych geograficznych) albo aparatem bez GPSa. W tym drugim przypadku współrzędne dodaję w ,,standardowy'' sposób: synchronizuję ze śladem GPX (z Garmina Legenda, który robił za loggera na wycieczkach.)

Oczywiście nie ma tak, że wszystko poszło od pierwszego strzału. W szczególności smartfon to jeszcze nie opanowana do końca technologia:-) (Mam go od jesieni ub.r.)

Problem #1: jak skopiować zdjęcia na PC?

Kopiowanie zdjęć na kartę. Smartfon Redmi Note3.

W Fedorze21/Xfce (w Gnome działa) nie działa łącze Android-PC (simple-mtpfs). Należy:

vi /etc/udev/rules.d/10-phone.rules
# wpisać:
SUBSYSTEM=="usb", ATTR{idVendor}=="2717", ATTR{idProduct}=="ff40",\
SYMLINK="redminote"

# Make sure to replace the ATTR{idVendor} and ATTR{idProduct} values
# with the one you got from the dmesg | tail command, and the SYMLINK
# value with whatever you want - it will be the name of the symbolic
# link udev will create in your /dev folder, pointing to your device.
# http://nknu.net/mount-nexus5-on-fedora23-using-simple-mtpfs/

# reload udev rules (as root):
udevadm control --reload-rules

mkdir /tmp/redminote
simple-mtpfs /dev/redminote /tmp/redminote
# odmontowanie BTW:
# fusermount -u /tmp/redminote

Kopiowanie plików ze zdjęciami na kartę mikro SDHC w RedmiNote nie jest oczywiste. Znalazłem taki oto sposób: Explorer→Obrazy (albo Gallery), przesuwam do ostatniego obrazu. (Jeżeli wybiorę wcześniejsze zdjęcie, to nie ma gwarancji, że skopiuje się wszystko--opcja `zaznacz wszystko' jakoś tak kulawo działa.) Naciskam i przytrzymuję (w ten sposób zaznaczam). Po zaznaczeniu pojawia się `zaznacz wszystko', które wybieram. Na dole pojawia się wtedy menu, z którego wybieram pozycję `Więcej', a następnie `Kopiuj'.

Po skopiowaniu na kartę usunąłem zdjęcia z pamięci aparatu: Gallery→Delete (po zaznaczeniu zdjęć do usunięcia lub wybraniu `zaznacz wszystko')

Problem #2: dokładność współrzędnych w zdjęciach ze smatfona.

Dokładność pomiaru GPSa

Zauważyłem przypadkowo, że czasami dokładność wstawianych współrzędnych jest kiepska, ale nie wiem co jest tego przyczyną. Przypuszczam jedynie, że jeżeli urządzenie nie potrafi ustalić pozycji za pomocą odbiornika GPS, to używa jakiś grubych przybliżeń. Ciekawe zatem jakie informacje oprócz długości/szerokości geograficznej są zapisywane w pliku JPG (może jest informacje na temat dokładności?):

## wszystkie tagi EXIF dotyczące GPSa (mogą być inne oprócz EXIF):
exiftool -gps:all IMG_20170803_120608.jpg

## albo
exiftool -All IMG_20170803_120608.jpg | grep -i GPS

Wypisuje różne rzeczy ale nic na temat dokładności.

Wynik jest zatem niekonkluzywny z punktu widzenia problemu.

BTW: Ustalanie współrzędnych GPS może być ustawione na trzy sposoby: wysoka dokładność (GPS + WiFi/sieci komórkowe), tylko GPS, tylko WiFi/sieci komórkowe. Ja mam ustawiony na wysoką dokładność. Być może ustawienie na `tylko GPS' da w rezultacie taki efekt, że albo zdjęcia będą tagowane w miarę dokładnie albo wcale? Jeszcze tego nie sprawdzałem.

Różne rzeczy

Przy okazji testowania potrzebowałem utworzyć plik GPX zawierający współrzędne punktów--zdjęć wykonanych w jednym miejscu. Taki plik łatwo utworzyć korzystając z exiftool-a:

## wypisanie współrzędnych w formacie decymalnym
exiftool -n -T -gpslatitude -gpslongitude  IMG_20170805_135232.jpg
54.0761200833333	23.0741937777778

## wypisanie współrzędnych dla wszystkich plików:
## opcja -T pomija nazwę pliku
exiftool -n -gpslatitude -gpslongitude  IMG_20170805_135232.jpg

## albo
for i in *.jpg ; do
echo $i `exiftool -n -T -gpslatitude -gpslongitude $i` ; done
## albo od razu minimalistyczny plik GPX:
echo '<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>' > PLIK.gpx
echo '<gpx version="1.0" xmlns="http://www.topografix.com/GPX/1/0">' >> PLIK.gpx

for i in *.jpg ; do
echo $i `exiftool -n -T -gpslatitude -gpslongitude $i`| \
awk '{print "<wpt lat=\"" $2 "\" lon=\"" $3 "\"><name>" \
$1 "</name></wpt>"  }' > PLIK.gpx; done

echo '</gpx>' >> PLIK.gpx

# Jeżeli nie zależy nam na formacie GPX
#http://u88.n24.queensu.ca/exiftool/forum/index.php?topic=3075.0
exiftool -n -filename -gpslatitude -gpslongitude -T DIR > out.txt

Tu jest na przykład plik z informacją o współrzędnych ze zdjęć wykonanych w restauracji ,,Gospoda pod Sieją'' w Starym Folwarku. Jedno ze zdjęć (pierwsze tam wykonane) ma beznadziejnie duży błąd lokalizacji. Podobnie na zdjęciach wykonanych na spływie Rospudą jest kilka ze znaczącym błędem.

url | Fri, 11/08/2017 18:17 | tagi: , ,
Wycieczka do Ostródy

Do Stębarka (niem. Tannenberg) czyli na pole bitwy pod Grunwaldem 1410. Od wielu lat odbywa się tam rekonstrukcja. Postanowiłem obejrzeć. Pojechałem z Jankiem.

Pierwsza trudność kwatera: rekonstrukcja bitwy to nadzwyczajne wydarzenie. Okolica jest nieprzystosowania do takiej liczby gości na raz. W rezultacie udało nam się zarezerwować kwaterę aż pod Ostródą (37 km od pola bitwy), co miało swoje plusy i minusy. Plusy: super-fajna, godna polecenia kwatera pn. Agroturystyka nad Szelągiem. BTW Szeląg Wlk. to jezioro. My byliśmy w Zwierzewie a po drugiej stronie jeziora są słynne Stare Jabłonki (Karol Okrasa, którego programy lubię) i słynny Hotel Anders. Minusy: daleko (w rezultacie Janek wymiękł w kluczowym momencie)

Plan był taki: czwartek -- dojazd; piątek -- oglądamy próbę bitwy; sobota -- oglądamy bitwę; niedziela -- wyjeżdżamy. Z realizacją było zaś tak, że Janek PKPem podjechał do Ostródy a ja rowerem z Sopotu przez Kieżmark, Malbork, Dzieżgoń, Małdyty. Zasiedziałem się w domu i wyjechałem w rezultacie 12:40. Trochę na styk, żeby przed nocą zdążyć, ale dało radę głównie dzięki silnemu wiatrowi w plecy. Za Małdytami wjechałem w dawną drogę Warszawa-Gdańsk. Teraz praktycznie nieużywana--luksusowa ścieżka rowerowa. W drodze powrotnej jechałem nią nawet dalej--do Pasłęka.

Dzień drugi: rano do Ostródy, krótkie zwiedzanie miasta (zamek); potem rozglądamy się za obiadem. Ja lubię chińskie jedzenie, więc idziemy do Chińczyka (Bistro pn GONG JI). Było dużo gości to fakt, ale były też wolne miejsca. Pytamy ile potrwa podanie: 40 minut. Nie ma czegoś na szybko, jakaś zupa? Nie ma. Wszystko za 40 minut. Dajemy sobie spokój--jemy zupę pomidorową + pstrąga z frytkami w restauracji La Luna. Aha u Chińczyka był pani Gessler -- której nie znoszę.

Jesteśmy około 15 na polu bitwy. Robimy trochę zdjęć. Sama próba IMO to pomyłka i szkoda czasu. Ma się tak do prawdziwej imprezy jak przysłowiowa pięść do nosa. Wracamy--Janek jest padnięty.

Sobota: Janek ma dość i nie jedzie. Ja jadę: impreza jest wystrzałowa. Oczywiście inscenizacja bitwy to (sienkiewiczowska) lipa, do tego z konieczności odtworzona w wersji spieszonej (koni tylko 30--40, no bo to kosztuje) ale fajnie popatrzeć na ten wielotysięczny tłum. Dałem dupy oczywiście. Nie wziąłem statywu, kręciłem film i robiłem zdjęcia jednocześnie. Warto mieć statyw i kija do selfie (do zdjęć/filmów znad głowy), bo ludzi multum i zasłaniają.

Niedziela powrót. Teraz z kolei ja jest lekko padnięty: w nogach 180 plus 190 km = 370 w trzy dni. No ale jadę, do tego uparłem się że przez Frombork (planowane jest 215km). Niestety to nie był mój dzień--dojechałem tylko za Elbląg, do Starego Pola. Tam wsiadłem do pociągu relacji Elbląg--Gdynia.

Zdjęcia z wycieczki są tutaj. Ślady zaś tutaj: #dzień1, #dzień2, #dzień3, #dzień4. Zrobiłem też parę filmików--do odszukania na moim kanale na YT.

url | Wed, 26/07/2017 02:10 | tagi: ,
Kajakiem po Gdańsku

Płynęliśmy w niedzielę 23 lipca 2017. Fajna imprezka -- dwie godziny pływania wokół wysp: Spichrzów i Ołowianki, w okazyjnej cenie 35 PLN/osoba. Ślad naszej wycieczki jest tutaj albo na Endomondo.

No więc Gdańsk także od strony wody wygląda impressive. A mam porównanie bo kiedyś trenowałem wiosła i pływałem po okolicy. Nic wtedy nie było, a teraz wybrzeża zagospodarowane, moc turystów + usług dla nich (kajaki, łodzie, motorówki, stateczki, statki, jachty duże i małe w Marinie). Kładka -- na którą niektórzy psy wieszają -- też fajnie wygląda (widziałem pierwszy raz)... Pogodę mieliśmy optymalną. Wybieramy się raz jeszcze: bez przewodnika po Opływie Motławy (wzdłuż umocnień od strony Żuław)

Tak przy okazji są to takie niekoniecznie popularne atrakcje Gdańska/Trójmiasta (okolic trójmiasta +/- 100km), które okazują się ciekawsze niż te słynne i znane. Moja lista zawiera (porządek dowolny):

Dolina Radości (skocznia narciarska, bar rybny Rybakówka); jeżeli rowerem (pożyczonym), to można się przejechać do sankturaium w Matemblewie a nawet jeszcz kawałek dalej (staw Wróbla) z grilem i tam się rozbić na popas.

Kajakiem (no to wiadomo, bo tego dotyczy ten wpis) po Motławie.

Muzeum wsi pomorskiej (przy okazji zwiedzania katedry w Gdańsku-Oliwie) w spichrzu Opackim (wystawa stała, por. oddział etnografii).

W Sopocie nic nie ma:-)

W Gdyni muzeum Marynarki Wojennej (jeżeli kogoś interesują militaria) dużo ciekawsze niż to dziadostwo za 500 mln w Gdańsku oraz Muzeum Emigracji.

Zamiast jechać oglądać wydmy w Łebie pojechać ciut dalej do Smołdzina/Kluk(ów). Tam też są wydmy, a oprócz tego skansen we wsi Kluki -- pozostałość po unikatowej nieistniejącej już społeczności, która utrzymywała się z łapania ryb na jeziorach Łebsko/Gardno, tworząc tutaj unikatowy mikrokosmos (z uwagi na otaczające ją wody i bagna wieś była mocno izolowana).

Kwidzyn gdzie należy obejrzeć katedrę, muzeum Powiśla oraz kryptę Wielkich Mistrzów. Malbork to wielka kupa cegieł i tyle, w środku tej kupy nic prawie nie ma. Kwidzyn to dużo mniejsza kupa cegieł, ale za to multum ciekawych eksponatów w katedrze i muzeum... Jadąc do Kwidzyna (nie Kwidzynia) można oglądać pozostałości po Olendrach--mniejszości holenderskich mennonitów (konstrukcje hydrotechniczne w Piekle/Białej Górze, cmentarze z oryginalnymi nagrobkami https://pl.wikipedia.org/wiki/Ol%C4%99drzy).

No i tyle na razie.

url | Wed, 26/07/2017 01:22 | tagi: , , ,
Wycieczka do Rzymu

Pokaż na większej mapie

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie ma na blogu informacji o naszej wycieczce w zeszłym roku do Mediolanu, więc może kilka słów na początek o niej.

Wycieczka do Mediolanu o tyle jest bezproblemowa dla mieszkańców 3Miasta, że są tanie loty Wizzairem z Gdańska do/z Bergamo. Dalej się jedzie autobusem za kilka EUR. Kwaterę wynajeliśmy przez AirBNB, u francuskich studentek studiujących ekonomię na prestiżowym Luigi Bocconi. Panie dobrze się zapowiadają łącząc umiejętnie teorię z praktyką: wyglądało na to, że rodzice zafundowali im stancję a one cichcem dorabiały wynajmując jeden z dwóch pokoi przez AirBNB. Jak się trafił chętny -- tacy jak my -- to się przenosiła jedna do pokoju drugiej. Pomysłowe!

Co warto obejrzeć w Mediolanie? Zdecydowanie Muzeum Techniki jest obowiązkowe oraz Katedra (Duomo). Pałac Sforców już niekoniecznie. Ostatnia wieczerza DaVinci nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia--bilety trzeba na nią kupować przez Internet.

Przedostatniego dnia pojechaliśmy rano do Bergamo. Tam cały dzień zwiedzaliśmy stare miasto (warto, ciekawe), potem nocleg także w kwaterze zarezerwowanej przez AirBNB. Następnego dnia na lotnisko i do domu. Udana wycieczka.


Pokaż na większej mapie

Zachęceni sukcesem z poprzedniego roku pojechaliśmy na wycieczkę do Rzymu na 5 dni. Konkretnie od 8 lutego do 12 lutego, tyle, że dwa dni były tym razem dojazdowe--w całości zajęte dotarciem na miejce/powrotem do domu. Długa podróż była spowodowana m.in tym, że akurat do Rzymu z Gdańska nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych i trzeba lecieć z innego lotniska, np. z Warszawy. No więc najpierw Pendolino (50PLN/osoby) do Warszawy, potem samolotem do Fiumicino, potem autobusem do Rzymu w końcu metrem na miejsce zakwaterowania. Zaczeliśmy przed 6 rano, a na miejscu byliśmy o 19.00. Powrót w podobnym stylu i czasie. Kwatera też przez AirBNB i też fajna, a nawet najlepsza z trzech w jakich do tej pory byłem (osobna łazienka, czysto/schludnie, dobre wyposażenie kuchni, gospodarz mieszka osobno itp...)

Dzień pierwszy (czyli 9 lutego): całodzienne zwiedzanie muzeum Watyńskiego, rozpoczęte 1,5 godzinnym staniem po bilet. Bilet można kupić przez Internet ale potrzebna jest (podobno) karta kredytowa. My poszliśmy rano, ale i tak był kolejka, wokół której krążą ludzie (o śniadej/ciemnej karnacji zwykle) oferujący wejście bez kolejki za podwójną cenę. Chętnych nie ma zbyt wielu. W pakiecie z muzeum jest też zwiedzanie kaplicy Sykstyńskiej i bazyliki św. Piotra. Muzeum oczywiście należy bezwzględnie odwiedzić.

Dzień drugi: Rzym Antyczny też całodobowo. Bilet kupiony w kasie pod Koloseum. Też poszliśmy rano i tym razem nie było kolejki, ale jak wychodziliśmy z Koloseum kierując się na Palatyn/Forum Romanum (wspólny bilet), to już kolejka była, a wokół niej ludzie oferujący bilety (za większą cenę oczywiście). Tego dnia daliśmy ognia: 20 km per pedes...

Dzień trzeci: Do południa zwiedzanie tego co zostało do obejrzenia (główny punkt Termy Karakalli -- zdecydowanie warto) a potem obiad i jazda na stadion Olimpijski, na mecz rugby Włochy-Irlandia. Mecz zaczynał się o 15:30 ale woleliśmy pojechać z wyprzedzeniem żeby się nie spóźnić, jak coś pójdzie nie tak. Poza tym chcieliśmy poczuć atmosferę przed meczem/obejrzeć kibiców gromadzących się przed stadionem. Mecz super: 50 tysięcy widzówm, w tym tysiące Irlandczyków. Wynik 63:10 dla Irlandii BTW.

Dla tych co nie wiedzą: kibice Rugby się nie biją, a wręcz przeciwnie--się lubią. Agresywny kibic Rugby jest uważany przez innych za osobnika nienormalnego (jak chcesz się bić, to zapisz się do amatorskiej drużyny rugby i bij się wtedy (tj. na boisku) ile chcesz, po co na ulicach/trybunach?) Tym m.in. Rugby różni się zdecydowanie od patologicznej części kibiców piłki kopanej.

Dzień czwarty: powrót z Rzymu. Samolot był o 15:30 więc kilka godzin jeszcze połaziliśmy, zwiedzając głównie kościoły. W domu byliśmy już 13.02, bo TLK się spóźnił 30min (miał być planowo 23:36 a był kilka minut po północy).

W Rzymie (podobnie jak w Mediolanie) przed ważniejszymi obiektami stoją patrole wojska z długą bronią. Wejście do wybranych obiektów (np. Muzeum Watykańskie, Koloseum, kościół św. Jana na Lateranie) jest dodatkowo zabezpieczone bramkami bezpieczeństwa (tak jak na lotnisku). Te bramki są uciążliwe, zwłaszcza jak się ma na sobie dużo elektroniki.

Jakby ktoś chciał mieszkać tam gdzie my (szczerze mogę polecić), to kwatera jest pod adresem Via Britannia 31. .

url | Thu, 16/02/2017 09:36 | tagi: , , , ,
Montaż błotników SKS Bluemels


Ponieważ zamierzam ostro jeździć w zimie (bo zimy ostatnio się zrobiły dość łagodne) zmodyfikowałem swój rower MTB (koła 26 cali) pod kątem zabezpieczenia przed wodą. Do tej pory używałem błotników szybko montowanych: tylny -- SKS X-Tra Dry zakładany na sztycę plus jakiś tam tani przedni nasadzany na szynę przymocowaną do plastikowego korka wbitego w dziurę w rurze widelca. Patent na przedni widelec jest fajny, ale błotniki -- ponieważ jednak znajdują się w znacznej odległości od opony -- nie zabezpieczają przed wodą jak błotniki zamontowane porządnie.

Zdecydowałem się zatem na takie porządne i wybrałem SKS Bluemels. Do nabycia w CentrumRowerowym.pl za circa 95 PLN (z dostawą). Przed zakupem w CR sprawdziłem czy aby ktoś nie sprzedaje takowych na OLX. I faktycznie sprzedawał, praktycznie nowe, za 70 PLN (z dostawą). Bonusem zakupu na OLX było też to, że pierwszy właściciel poprzykręcał te wszystkie druty, nakładki i śrubki, oszczędzając mi pewnie ze dwie godziny albo i więcej.

Montaż tylnego nie stanowił problemu: mój zmodyfikowany Author Traction ma dziury na błotniki w tylnym widelcu. Z przednim było gorzej -- widelec nie ma dziur montażowych. Kupiłem zatem na Allegro, w sklepie z częściami samochodowymi, cztery aluminiowe opaski/obejmy w osłonie gumowej-- z tego co mi się wydaje te obejmy normalnie używane są do tuningu motocykli czy coś w tym stylu. Z dostawą za obejmy zapłaciłem 40 PLN, czyli więcej niż 50% tego co za błotniki. Trochę dużo ale niech tam, bez dziadowania ma być...

Plan był taki, że dwie obejmy przykręcone na dole goleni widelca posłużą do przymocowania drutów, a do dwóch przymocowanych na górze dokręcę poprzeczną blaszkę, do której z kolei przyśrubuję błotnik (za uchwyt z dziurą, który normalnie pasuje do dziury w widelcu). Na razie szukam estetycznej blaszki i prowizorycznie unieruchomiłem błotnik opaskami zaciskowymi, ale już wiem że plan był dobry i błotnik dało się elegancko wpasować tak że nie lata, nie hałasuje i da się dość szybko zdemontować/zamontować z powrotem (trzeba było w tym celu trochę skrócić druty). No dałem radę tym razem...

url | Wed, 21/12/2016 05:55 | tagi: , , ,
Wycieczka w Bieszczady

Wycieczka w Bieszczady 2016

No więc byliśmy z Elką i Jankiem oraz rodziną kolegi ZK (razem 7 osób) w Bieszczadach (10--17 sierpnia 2016). Trzy razy chodziliśmy po górach: Szeroki Wierch--Tarnica, Połonina Caryńska--Przełęcz Wetlińska, Mała/Wielka Rafka (odpowiednio 22km, i 2x po 16km). Byliśmy też w Sanoku (kolega ZK w Przemyślu) oraz na festynie w Lutowiskach. Z różnym skutkiem próbowaliśmy potraw regionalnych--fuczki/kwaśnica są OK, ale np. Klepak Młynarzowej w karczmie Młyn w Ustrzykach takie sobie...

Szczerze możemy polecić kwaterę pn. Santama, prowadzoną przez sympatycznych i gościnnych gospodarzy (tutaj jest link).

Załączona mapka przedstawia nasze wyczyny.

url | Wed, 17/08/2016 14:50 | tagi: , , ,
Spływ Krutynią

W zeszłą niedzielę przepłynąłem z Elką fragment Krutyni, konkretnie od rezerwatu koło wsi Krutyń do mostu we wsi Ukta (circa 15 km w czasie 3 godzin bez minuty). Opis trasy można znaleźć m.in. na stronach firmy Turystyka Aktywna Wodniak z której usług korzystaliśmy i możemy ją polecić jako solidną. Wypożyczenie kajaka kosztowało 55 PLN czyli tanio.

Miejscem startu było w naszym wypadku Jezioro Krutyńskie (rezerwat Krutynia), do którego zawiózł nas mikrobus Wodniaka. Bus nie może podjechać do samej wody (rezerwat!) więc kajak trzeba 50 m donieść samemu (albo dać zarobić 2 PLN miejscowym chłopakom, którzy przewiozą go wózkiem). Na trasie spływu jest jedna przenioska przy młynie wodnym w miejscowości Zielony Lasek, ale tam też są chłopcy z wózkami (koszt usługi tym razem 5 PLN).

Ślad całej wycieczki (ze zdjęciami) jest też tutaj.

url | Tue, 28/07/2015 21:15 | tagi: , , ,
New Year in Vienna

With ZK and his family we have spent 3 days in Vienna. If you are interested click the map below to see journey GPX track and photos.

We visited Schönbrunn Palace (a former imperial summer residence), Stephansdom, and Kunsthistorisches museum (where one can see Pieter Bruegel's famous paintings including: The Tower of Babel, The Fight Between Carnival and Lent, and The Hunters in the Snow).

We also visited Flak Towers which are enormous concrete bunkers constructed during 2nd world war. FLAK stands for Flug Abwehr Kanone (or Flugzeugabwehrkanone) and Flak Towers were a part (not particularly effective--mobile system is always better for obvious reason) of German air defence system intended to protect cities and residential areas from Allied air raids. Their construction was planned in September 1942 and Vienna was the third city after Berlin and Hamburg that got them.

The Flak Towers fulfilled two purposes (cf. Flak-Türme Towers, Vienna: Nazi concrete heritage at Vienna's heart): They held cannons and spotlights that should fight airplanes from the ground; and they were important bunkers with an autonomous electricity, air and water supply system. They were built in pairs, comprising of larger Gefechtsturm (Combat Tower) and a smaller Leitturm (Fire-control tower). The three pairs of Vienna can be found in the Augarten in the second district, the Arenberg Park in the third district and one each in the Esterhazypark in the sixth and the Stiftskaserne in the seventh.

We visited Augarten and Arenberg towers.

url | Tue, 06/01/2015 11:49 | tagi: , , , , , ,
Trip to Georgia

I have just returned from a week-long trip to Georgia. We have visited Borjomi, Tbilisi, Kazbegi (Stepancminda) and Kutaisi (click the map to see journey track and photos).

On arriving to Kutaisi airport we went straight to the famous Borjomi resort where Russian Emperors once rested. We walked in the park tasting Borjomi mineral spring water, and swimming in hot water pool. From Borjomi we visited cave-city and monastery ensemble Vardzia where there was other hot water pool (with even hotter water). After 2 days in Borjomi we went to Tbilisi where we stayed 1 day (walking in old town). Next morning we drove to Caucasus mountains along Georgian military road via ancient Capital of Georgia -- Mtskheta (unfortunately we did not stop there). We stayed 2 days in Kazbegi where we hiked to Gergeti Trinity Church at 2170m and attended rugby union game Kazbegi vs Tbilisi Crusaiders (among other things:-). Finally we returned to Kutaisi where we visited Gelati and Motsameta Monastyrs as well as Sataplia caves...

We stayed in Leo's Homestay/Guesthouse in Borjomi, Why Not? Legend Hostel in Tbilisi and Hostel Kutaisi by Kote in Kutaisi. We recommend all of them.

The guesthouse we stayed in Kazbegi is not recommended so we do not mention it:-(

More details later...

url | Fri, 05/09/2014 13:13 | tagi: , , , , ,
Wycieczka do Swornychgaci

We piątek (18.07.2014) przepłynęliśmy z rodziną kolegi ZK rzeką Chociną, konkretnie od Chocińskiego Młyna do jeziora Karsińskiego (ca 12 km na GPSie). Spływ zaczęliśmy w Chocińskim Młynie około 14:30 a do Swornychgaci dotarliśmy po 18:00.

Rzeczka jest płytka i wąska, ale nie ma w niej żadnych przeszkód. Spływ odbył się zatem bezproblemowo. Chcieliśmy także popłynąć kajakami w niedzielę, niestety, wszystkie okoliczne wypożyczalnie kajaków miały cały swój tabor zarezerwowany.

Miłym rozczarowaniem jest sieć pierwszorzędnych dróg rowerowych w okolicy Chojnic, o istnieniu których nie miałem świadomości. Drogi rowerowe są wytyczone obok drogi dla samochodów, wydają się dobrze oznakowane i mają utwardzoną nawierzchnię (niekoniecznie asfalt czy płytki/kostki). Do roweru szosowego nie nadają się na 100%, ale każdy inny będzie OK, a i na szosowym da się jechać. Na szybko jakieś informacje na temat tych dróg znalazłem tutaj (niekoniecznie musi to być najlepsze źródło).

Wracając wpadliśmy obejrzeć akwedukt w Fojutowie. Rozczarowująca atrakcja. Do tego tłum ludzi--nie wiem czemu akurat to miejsce jest aż tak popularne...

Ślad całej wycieczki (ze zdjęciami) jest też tutaj.

url | Tue, 22/07/2014 18:03 | tagi: , ,
Wycieczka do Bornego Sulinowa

We wtorek pojechaliśmy do Nadarzyc koło Bornego Sulinowa (Gross Born). Głównym punktem wycieczki był spływ rzeką Piławą. Byliśmy na miejscu (agroturystyka U Stasia w Nadarzycach nad brzegiem Piławy) tuż po 11:00. Dalej standard: pojechaliśmy samochodem właściciela i jego kajakami do mostu nad Piławą we wsi Liszkowo. Około 12:00 z tego miejsca zaczęliśmy spływ, który skończyliśmy U Stasia tuż przed 18:00.

Miejscami jest bardzo szeroko, miejscami rzeczka jest płytka i wąska. Jest odcinek z przeszkodami (zwalone drzewa), ale da się płynąć. Dwa razy trzeba przenieść kajak.

Drugi raz w życiu widziałem zimorodka!

Rzeczka jest malownicza a miejsce wydaje się odludne (byliśmy wszakże ,,po sezonie''). Płynąc Piławą warto zapoznać się z trasą, mieć GPSa albo mapę bo na jeziorach są czasami wątpliwości ,,którędy dalej...''

Następnego dnia poszwendaliśmy się po Bornym Sulinowie oraz zwiedziliśmy kirkut w Jastrowiu.

Ślad całej wycieczki (ze zdjęciami) jest tutaj.

url | Sat, 31/08/2013 16:28 | tagi: , ,
Wycieczka do Łeby

Wczoraj pojechaliśmy oglądać ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym. Wydmy są ruchome, bo przesuwają się na zachód czyli w stronę Łeby z prędkością kilku metrów na rok.

W celu obejrzenia wydm należy pojechać do Rąbki k. Łeby. Z Rąbki jeżdżą melexy albo można jechać rowerem lub iść pieszo. Trasa z Rąbki (około 6km) biegnie lasem przez teren Słowińskiego Parku Narodowego więc trzeba kupić bilet wstępu. Można też iść na wydmy brzegiem morza za darmo (uwaga na wiatr, bo często mocno wieje -- pod wiatr może być mało przyjemnie).

Na wydmy poszliśmy lasem a wróciliśmy Melexem (15 PLN od osoby).

Mniej więcej w połowie drogi między Rąbką a wydmami jest jeszcze wyrzutnia rakiet. Ekstra płatne miejsce -- pozostałość po niemieckim poligonie rakietowym. Nie wchodziliśmy, bo drogo, a atrakcja wydaje się wątpliwa.

Ślad z wycieczki (ze zdjęciami) jest tutaj.

url | Wed, 31/07/2013 09:33 | tagi: , ,
Wycieczka do Locarno

Pod koniec lipca pojechaliśmy na 5 dni w okolice Locarno (Szwajcaria). Tu są ślady wycieczek rowerowych: 23, 24, 25, 2627. Jak widać nie był to super wyczyn. No ale dzięki temu można było podziwiać piękne widoki w tym a zwłaszcza śliczne miasteczka z oryginalną zabudową.

Po drodze, z soboty na niedzielę, zatrzymaliśmy się w Norymberdze. W sobotę po południu zwiedzaliśmy piękną starówkę. Niedzielę rozpoczęliśmy od Germanische Nationalmuseum (wystawa poświęcona Durerowi + zbiór instrumentów muzycznych). Potem obejrzeliśmy Justizpalast. Wstęp jest płatny, w naszym przypadku było to 10,50 EUR za bilet rodzinny. Jak ktoś wie, co to były procesy norymberskie, to zwiedzanie tego miejsca można sobie darować. Nie jest to muzeum, ale coś w rodzaju izby pamięci -- eksponatów żadnych tam nie ma (co zrozumiałe). Są mniej lub bardziej znane zdjęcia. Obszerny audio przewodnik (w cenie biletu i dostępny także w języku polskim) szczegółowo opisuje przebieg wydarzeń. Słynna sala 600--miejsce procesu jest udostępniana w święta (w pozostałe dni odbywają się tam rozprawy). Ogłupione lewacką propagandą półgłówki (Głos Cadyka itp...) mogą przeżyć dysonans poznawczy widząc w tzw. środku Europy ogromnych rozmiarów krzyż wiszący nad stołem sędziowskim (mam na myśli, ich zitiere, tzw. zawłaszczenie przestrzeni publicznej przez Kościół).

Na koniec obejrzeliśmy pozostałości po tzw. 1000 letniej Rzeszy w postaci niedokończonej Kongresshalle oraz Reichsparteitagsgelände na ZeppelinFeld.

Wracając z Locarno zwiedziliśmy Pragę--pięknie miasto

Wszystkie zdjęcia z wycieczki są tutaj

url | Fri, 10/08/2012 21:52 | tagi: , ,
Wycieczka do Berlina

Wyjechaliśmy 1. maja a wróciliśmy 5. maja. Czerwoną kreską zaznaczona (była) granica między Berlinem Wschodnim a zachodnim. Jak widać zwiedzaliśmy głównie dawne DDR:


Pokaż Berlin2012 na większej mapie

Ślad w Berlinie jest poprzerywany bo korzystaliśmy często z S-bahna/U-bahna albo wchodziliśmy do budynków z naprawdę solidnym dachem (muzea, Deutscher Dom, itp.).

(Nb. Całodzienny grupowy bilet umożliwiający korzystanie z komunikacji publicznej w Berlinie to 15 EUR dla bodajże maksimum 5 osób.)

url | Thu, 24/05/2012 11:28 | tagi: , ,
Kamień graniczny WMG w Matarni

#1: Selfportrait

#2: Janek H.

Za Wikipedią: Parafia św. Walentego w Gdańsku powstała na przełomie XIII/XIV wieku w kościele zbudowanym przez cystersów, do których należała aż do powstania listopadowego w 1830, po którym przeszła pod jurysdykcję diecezji chełmińskiej, a w 1993 po zmianach terytorialnych została włączona do diecezji gdańskiej. Obecny barokowo-rokokowy wystrój kościoła pochodzi z okresu po potopie szwedzkim w 1655, podczas którego kościół uległ znacznemu zniszczeniu.

Kościół jest mały i słabo widoczny od strony ulic Słowackiego/Budowlanych. Znajduje się obok niewielkiego cmentarza. Przy kościele jest kilka starych grobów. Na cmentarzu nie byłem...

Ciekawostką jest bocianie gniazdo znajdujące się na dachu kościoła.

Koło plebanii parafii św. Walentego jest wkopany słup graniczny Wolnego Miasta Gdańska. Dzisiaj tam byłem z kolegą Jankiem H. Kolega H. się wstydzi więc na zdjęciu #2 jest tylko jego ręka.

Po obejrzeniu słupa (długo nam to nie zajęło) wróciliśmy do Sopotu przez Dolinę Radości, po drodze oglądając jeszcze owocnik soplówki jeżowatej (Hericium erinaceus).

Nota bene trasa do Matarni doliną Radości jest do wykonania przez każdego, kto umie na rowerze jeździć. Można z Matarni wrócić tą samą drogą albo pojechać naokoło wzdłuż potoku Strzyży przez Matemblewo. Droga jest pokryta asfaltem za wyjątkiem fragmentu od kościoła św. Walentego do Matemblewa, przy czym w lesie wzdłuż Strzyży może być błoto i piach (ale to niewielki fragment). Poniżej plik GXP route z zaznaczonymi ciekawymi miejscami: pokaż.

url | Mon, 05/12/2011 18:54 | tagi: , ,
Wycieczka z Tczewa do Kwidzyna przez Gniew

Z Tczewa do Kwidzyna przez Walichnowy i Gniew. W Gniewie promem na drugi brzeg Wisły. Asfalt kiepski (ale nie bardzo kiepski), do tego kawałek drogi szutrowej ale takiej, że na upartego to nawet na oponach 23mm dałoby się jechać. Bardzo mały ruch samochodowy... Ogólnie mogę polecić. Zamiast do Kwidzyna można wykręcić zurik na Tczew przez Piekło-Białą Górę.

Ślad jest tutaj.

url | Thu, 13/10/2011 21:53 | tagi: ,
Z zielonej wyspy na słoneczną wyspę (i z powrotem)

Ślady z wycieczki rowerowej na Bornholm, 20--25 lipca 2011: dzień 1, dzień 3, dzień 4, dzień 5, dzień 6. W drugi dzień lało i z konieczności była przerwa.

Całość trasy z zaznaczeniem różnymi kolorami poszczególnych dni: dzień 1--6.

Ponadto w promocji: -- wycieczka (moja) po okolicach Kołobrzegu, czyli tzw. dzień 0; -- rejs (powrotny) statkiem ,,Jantar'' z Nexo do Kołobrzegu; -- podróż (powrotna) pociągiem TLK relacji Kołobrzeg-Kraków (wersja alternatywna).

url | Thu, 28/07/2011 00:09 | tagi: ,
Jak odkręcić zakleszczony filtr Hoya

Pojechaliśmy na Warmię (niem. Ermland) na dwa dni (2--3 maja) zwiedzając Pasłęk, Ornetę, Dobre Miasto i Lidzbark Warmiński (zdjęcia są tutaj).

W Ornecie Misiek upuścił aparat (w torbie i z niewielkiej wysokości) tak nieszczęśliwie, że uszkodził się dekiel i stłukł filtr nakręcony na obiektyw. Sam obiektyw (Olympus Zuiko 12-60 mmm) wydaje się intact. Filtr z kolei był tani--jakaś Hoya UV/72mm za 40 PLN. Zatem straty minimalne, ale... Ale nie szło odkręcić oprawki filtra. Próbowałem nawet to złapać kombinerkami za brzeg (szkła już nie było więc było więcej miejsca) i guzik...

Szukając pomocy wpisałem do Google hoya filter stuck. Problem generalnie jest znany i proponowane są różne rozwiązania:

  1. Wsadzić obiektyw na chwilę do lodówki. Wsadziłem na 5 minut do zamrażalnika--nie pomogło.
  2. Otoczyć filtr skórzanym paskiem. Pasek zacisnąć i spróbować przekręcić. Też nie działa.
  3. Położyć na kawałku gumy. Docisnąć i przekręcić. Akurat miałem kawał w miarę miękkiej gumy. Misiek trzymał gumę ja kręciłem obiektywem. Już myślałem czy nie połączyć punktu 1 (lodówka) z punktem 3 i wtedy puściło...

Uff...

PS: ślad wycieczki: dzień 1dzień 2.

url | Wed, 04/05/2011 20:02 | tagi: , ,