Weblog Tomasza Przechlewskiego [Zdjęcie T. Przechlewskiego]


scrum
random image [Photo gallery]
Zestawienie tagów
1-wire | 18b20 | 1wire | 2140 | 3rz | alsamixer | amazon | anniversary | antypis | apache | api | applebaum | arm | armenia | astronomy | asus | atom.xml | awk | aws | bachotek | bakłażan | balcerowicz | balta | bash | batumi | berlin | bibtex | bieszczady | biznes | blogger | blogging | blosxom | bono | borne-sulinowo | breugel | bt747 | budapeszt | bursztyn | canon | cedewu | chello | chiller | chillerpl | chown | chujowetaśmy | ciasto | cmentarz | contour | cron | css | csv | curl | cycling | d54250wykh | dbi | debian | dejavu | dhcp | dht22 | dia | docbook | dom | ds18b20 | dulkiewicz | dyndns | dynia | ebay | economy | ekonomia | elka | elm | emacs | emacs23 | english | erasmus | erasmusplus | ess | eu | excel | exif | exiftool | f11 | fc | fc11 | fc15 | fc29 | fc5 | fc8 | fedora | fedora21 | fenix | ffmpeg | finepix | firefox | flickr | folau | fontforge | fontspec | fonty | food | fop | foto | france | francja | fripp | fuczki | fuji | fuse | gammu | garmin | gawk | gazwyb | gdańsk | gdynia | gender | geo | geocoding | georgia | gft | git | github | gmail | gmaps | gnokii | gnus | google | googlecl | googleearth | googlemaps | gotowanie | gphoto | gphoto2 | gps | gpsbabel | gpsphoto | gpx | gpx-viewer | greasemonkey | gruzja | grzyby | haldaemon | handbrake | hhi | historia | history | hitler | holocaust | holokaust | hpmini | humour | iblue747 | ical | iiyama | ikea | imap | inkscape | inne | internet | j10i2 | javascript | jhead | k800i | kajak | kamera | kleinertest | kml | kmobiletools | knuth | kociewie kołem | kod | kolibki | komorowski | konwersja | krutynia | kuchnia | kurski | latex | latex2rtf | latex3 | lcd | legend | lenny | lesund | lewactwo | lgbt-folly | liberation | linksys | linux | lisp | lisrel | litwa | lizbona | logika | ltr | lubowla | lwp | lwów | m2wś | malta | mapquest | mapsource | marchew | marvell | math | mathjax | mazury | mbank | mediolan | mencoder | mevo | mh17 | michalak | michlmayr | microsoft | monitor | mp4box | mplayer | ms | msc | mssql | msw | mswindows | mtkbabel | museum | muzyka | mymaps | mysql | nanopi | natbib | navin | nekrolog | neo | neopi | netbook | niemcy | niemieckie zbrodnie | nikon | nmea | nowazelandia | nuc | nxml | oauth | oauth2 | obituary | okular | olympus | ooffice | ooxml | opera | osm | otf | otftotfm | other | overclocking | ozbekiston | panoramio | pdf | pdfpages | pdftex | pdftk | perl | photo | photography | picasa | picasaweb | pim | pine | pis | pit | plotly | pls | plugin | po | podróże | politics | polityka | polsat | portugalia | postęp | powerpoint | połtawa | prelink | problem | propaganda | pstoedit | putin | python | r | radio | random | raspberry pi | refugees | relaxng | ridley | router | rower | rowery | rpi | rsync | rtf | ruby | rugby | russia | rwc | rwc2007 | rwc2011 | rzym | samba | sem | sernik | sheevaplug | sienkiewicz | signature | sks | skype | skytraq | smoleńsk | sqlite | srtm | sshfs | ssl | staszek wawrykiewicz | statistics | stats | statystyka | stix | stretch | suwałki | svg | svn | swanetia | swornegacie | szwajcaria | słowacja | tbilisi | terrorism | tex | texgyre | texlive | thunderbird | tomato | totalnaopozycja | tourism | tramp | trang | truetype | ttf | turkey | turystyka | tusk | tv | tv5monde | twitter | typetools | ubuntu | uchodźcy | udev | ue | ukraina | umap | unix | upc | updmap | ups | utf8 | uzbekistan | varia | video | vienna | virb edit | vostro | wammu | wdc | wdfs | webcam | webdav | wh2080 | wiedeń | wikicommons | wilno | win10 | windows | windows8 | wine | wioślarstwo | word | wordpress | wrt54gl | ws1080 | wtyczka | ww2 | www | wybory | wybory2015 | włochy | węgry | xemex | xetex | xft | xhtml | xine | xml | xmllint | xsd | xslt | xvidtune | youtube | yum | zakopane | zakupy | zdf | zdrowie | łeba | świdnica | żywność
Archiwum
O stronie
wykorzystywany jest blosxom plus następujące wtyczki: tagging, flatarchives, rss10, lastbuilddatexhtmlmime. Niektóre musiałem dopasować nieco do swoich potrzeb. Więcej o blosxom jest tutaj
Subskrypcja
RSS 1.0
Dulkiewicz upomina Kuchcińskiego

Lotna inaczej p. Dulkiewicz, znana z tego, że usiłuje zaistnieć (bo o jakiś namacalnych że tak powiem osiągnięciach trudno na razie mówić, chociażby z tego powodu, że ostatecznie dopiero mija pół roku jak się świat dowiedział, że ktoś taki wybitny w ogóle istnieje) poucza marszałka Kuchcińskiego, że zamiast samolotem to powinien rowerem jak ona...

Chciała błysnąć a wyszło jak zwykle dotąd średnio (mówiąc oględnie), bo niby zamiast trwonić grosz publiczny latając ona jeździ rowerem więc wstydź się rozrzutny marszałku z PiSa. No ale kurcze nie swoim rowerem, tylko kupionym za publiczne, do tego cały projekt to modelowy przykład klapy (za cudze pieniądze). Więc zamiast siedzieć cicho (jak Szczurek czy inny Karnowski) przypomniała jaką to klapą/kompromitacją jest słynne MEVO.

Miało być 4000 rowerów jest 1500... O reszcie należy zapomnieć, bo bądźmy szczerzy: w czym leży nie-do-rozwiązania-od-miesięcy problem pt kupić i udostępnić te marne 2500 brakujących bajków, jak nie w braku kasy w NextBike czy jak oni się tam nazywają? Operatorowi oczywiście naliczają za niewywiązanie się z umowy kary, ale skoro on nie ma na rowery, to i na kary nie będzie miał (więc pewnie w stosownym czasie się wszystko się anuluje albo się ogłosi upadłość operatora i będzie po sprawie, i po pieniądzach wpompowanych w Misia pn. MEVO też)...

url | Mon, 12/08/2019 17:34 | tagi: , , , ,
Mevo: koncentracja rowerów na stacjach

29 czerwca był upał i pierwszy raz w życiu zobaczyłem stację MEVO literalnie zawaloną rowerami. Była 13:00. Po dojechaniu do domu sprawdziłem, że rowerów było tam aż 24. To mnie zainspirowało do sprawdzenia jak wygląda koncentracja rowerów na stacjach. Na szybko zmajstrowałem skrypt wypisujący ile jest rowerów na stacjach (rowery), udział w całości zaparkowanych w danym momencie (udzial) oraz udział w całości zaparkowanych w danym momencie w tym konkretnym mieście (ludzial): Dla 29 czerwca 2019, godz 13:00 okazało się że:

stacja;wspolrzedne;miasto;rowery;udzial;ludzial
S11358;18.57196808,54.40258423;Gdańsk;55;6.782;16.566
S11069;18.59038998,54.42794681;Gdańsk;24;2.959;7.229
S10100;18.57092997,54.44534256;Sopot;24;2.959;35.294
S11357;18.63640600,54.38637008;Gdańsk;18;2.219;5.422
S12007;18.53351997,54.49663118;Gdynia;16;1.973;7.843
S11186;18.57639103,54.39859534;Gdańsk;15;1.850;4.518
S10121;18.56255831,54.45392821;Sopot;13;1.603;19.118
S12126;18.47267507,54.54728035;Gdynia;13;1.603;6.373
S12053;18.54832346,54.51633152;Gdynia;13;1.603;6.373
S12054;18.54687652,54.51960321;Gdynia;12;1.480;5.882
S12033;18.56357898,54.48005340;Gdynia;10;1.233;4.902

Czyli na stacji 11358 było 55 rowerów co stanowiło 6,782% wszystkich zaparkowanych w systemie MEVO albo 16,566% zaparkowanych w Gdańsku. Dla Sopotu było nawet jeszcze lepiej bo na stacjach 10100/10121 było 24+13 (37 rowerów) ale było to 35,294 + 19.118, tj. prawie 55% wszystkich zaparkowanych w Sopocie (o godzinie 13:00). Dokładnie było 68 rowerów w 28 miejscach wtedy (27 stacji i jeden luźny bajk). Na 11 stacjach nie było nic a na 10 jeden rower.

Jest taka prosta miara koncentracji, co się nazywa w języku HH-Index, albo po polsku Wskaźnik Herfindahla-Hirschmana. Jest on nawet stosowany w USA do mierzenia koncentracji na rynku. Formuła jest banalnie prosta: dla $N$ wartości $x_i$ ($i=1...N$) sumujących się do 100 (czyli udziałów w całości), HHI liczy się jako: $\sum_{i=1}^N x_i^2$. Łatwo sprawdzić że HHI < 10000. Interpretacja jest taka, że HHI < 1000 wskazuje na słabą koncentrację, 1000 < HHI < 1800 umiarkowaną, a wartości większe od 1800 na dużą. BTW HHI da Sopotu o 13:00 (29/7/2019) wynosiło około 1850...

No to ja policzyłem HHI dla MEVO. Udziały były chwilowe, tj. $x_i = r_i/r_t$, dzie $r_t$ łączna liczba zaparkowanych rowerów na wszystkich stacjach w mieście $M$ (w danym momencie); no a $x_i$ to oczywiście liczba rowerów na stacji $i$. Potem uśredniłem, tj. wszystkie $HHI_i$ z godziny $h$ zsumowałem i podzieliłem przez liczbę pomiarów w tej godzinie (zwykle przez 30, bo pomiar jest co 2 minuty). Policzyłem oddzielnie dla GD/GA/Sopot/Tczew dla dni pracujących oraz dla świąt, sobót i niedziel osobno...

Wyniki dla maj--lipiec na wykresie (obok). Ciekawostkowo koncentracja w GD jest zaskakująco inna niż w GA. Teoretycznie im więcej stacji tym wartość HHI powinna być mniejsza, a tak nie jest: w GD wartość HHI wynosi w szczycie około 500, a w GA tylko 300. Szczyt wypada tak 9--11 zresztą. Można sobie wyobrazić, że użytkownicy jadą do pracy i zostawiając rowery przez biurami ogołacają stacje poza centrum a zapełniają te w rodzaju stacji o numerze 11358 (Gdańsk/Oliva Business Centre). W niedziele i święta do pracy nie jeżdżą to koncentracja jest mniejsza. Ma sens, ale nie w GA gdzie akurat w święta jest większa, wprawdzie chwilowo (w znaczeniu, że szybko rośnie ale potem równie szybko spada), ale jednak. Jakby w GA masowo jeździli gdzieś koło południa, a potem wracali z powrotem prawie że od razu... Mniejsza liczba stacji/rowerów w GA niż GD może powodować że wartość HHI ,,łatwiej'' rośnie...

W Sopocie i Tczewie jest znacząco mniej rowerów niż w GD/GA więc nic dziwnego że wartość HHI jest też dużo większa. BTW przeciętne dzienne wartości HHI są następujące (GD/GA/Sopot/Tczew): 170/222/1255/1143 (pon-piątek) oraz 93/225/1169/1200 (niedziele-soboty-święta). W Sopocie (poniedziałek--piątek) zmiany HHI są jeszcze inne niż w GD/GA. Amplituda jest mniejsza, a jedyny wyraźny dół jest rano około 5 a nie w godzinach 21--5 jak na przykład w GD. W niedziele i święta jest tradycyjnie jeden szczyt koło południa, a oprócz tego około 19--20 oraz 2--3 rano.

Skrypty i plik CSV z danymi jest tradycyjnie w archiwum GitHub

Na koniec przypomnienie, że prezes obiecał na 18.08 +4000 rowerów w systemie. Na koniec lipca wykazywane jest póki co: +1500 (niektóre w Warszawie albo w Cedrach Wlk.). Z tej puli bajków (numerów bajków?) codziennie pojawia się w pliku locations.js +1350, jeździ zaś mniej, około 1200 (reszta stoi). Na 100 procent wszyscy już wiedzą, że ni-chu-chu nie będzie 4000 rowerów nawet na 31 września, ale media zachowują w tej sprawie zgodne milczenie. Nikt nikogo nie pyta, a zwłaszcza prezesa. Nie ma sprawy...

url | Thu, 01/08/2019 12:38 | tagi: , , , ,
Połtawa 2019

W Połtawie byłem z kolegą AP w końcu maja. Mówiąc konkretnie 20--24 maja, ale jakoś nie mogłem się zebrać więc raport dopiero teraz...

Odlot z Gdańska 15:10, w Charkowie jesteśmy 18:20. Jedziemy trolejbusem na dworzec autobusowy. Jest autobus do Połtawy, ale za trzy godziny. Idziemy do restauracji gdzie zamawiamy po barszczu ukraińskim i naleśnikach i siedzimy do 21:00. BTW taki barszcz ukraiński to trochę inaczej wygląda niż u nas. Do barszczu obowiązkowo zagrycha w  postaci pieczywa, słoniny i surowego, grubo krojonego czosnku. No i śmietana.

Autobus jedzie aż do Gdyni, a Połtawa to pierwszy przystanek. Jest po północy, taksówek nie ma ale są wszędzie informacje z numerami telefonów. Dzwonimy, przyjeżdża, jedziemy do hostelu.

Następnego dnia, stawiamy się na uniwersytecie. Okazuje się że zamknięty, wynajęty na czas matur jako miejsce do egzaminowania. Przychodzi nasz gospodarz Julia i prowadzi nas do innego budynku na konferencję studencką. Na konferencji jest rektor--siedzimy do obiadu i słuchamy studentów. Po obiedzie wycieczka po Połtawie, potem spotkanie ze kadrą uczelni. Rozmowa po rosyjsku więc coś tam rozumiem, ale wiele rzeczy nie rozumiem.

Po spotkaniu idziemy na kolację. Rekomendują nam lokal gruziński pn. Old Tiflis. Idziemy we trzech, z poznanym tutaj Łotyszem, który także przyjechał na ErasmusMobility. Łotysz okazuje się niezłym balowiczem; dzięki niemu wydajemy kupę kasy na kolację, z której wracamy około 22:00.

W środę zwiedzanie uczelni zaczyna się o 10:00. To zwiedzanie okazuje się najciekawszą częścią pobytu. Dociera do nas, że szkoła wcale nie jest państwowa, co nam się do tej pory wydawało tylko prywatna. To szkoła zawodowa, kształcąca ekonomistów. Studiuje na niej ponad 6000 studentów w tym wielu (kilkuset) z zagranicy, w szczególności z Afryki i z Indii (widzieliśmy). Są też studenci z Turcji, Gruzji i Azerbejdżanu. A propos Gruzji to w mieście żyje ich podobno 1600...

Budynek uczelni jest stary i przez to robi kiepskie wrażenie--jak się chodzi korytarzami, ale to pozory: szkoła jest doskonale wyposażona. Ma wdrożony imponujący system nauczania na odległość. W systemie tym kształcą nawet 300 studentów w trybie pure-distance oraz 3000 w trybie mieszanym (blended jak mawiają w branży DL). W trybie mieszanym studiują na przykład studenci służący w wojsku. Mogą się uczyć a nawet zdawać egzaminy bez opuszczania posterunków na linii frontu z DRL/Rosją. Uczelnia ma też sieć oddziałów zamiejscowych, na potrzeby których możliwe jest organizowanie zajęć w trybie telekonferencji. Mają do tego stosowną infrastrukturę--widzieliśmy. W pełni wyposażone studia do przygotowywania wideo-treści oraz dziesięć kabin dla wykładowców na potrzeby zajęć w trybie telekonferencji. Do tego biblioteka multimedialna z tak na oko 40 stanowiskami dla czytelników.

Początkiem szkoły była placówka kształcąca kadry na potrzeby spółdzielczości (cf. PUET. Ten związek ze spółdzielczością jest (chyba) ciągle obecny i ważny, bo widzieliśmy parokrotnie w szkole w różnych miejscach loga COOP. Organizacji, która w Polsce to ja nie wiem czy w ogóle działa. Jedyne COOP jakie widziałem w życiu, to sklepy o tej nazwie w Szwajcarii...

Na potrzeby wewnętrzne szkoła współpracuje z siecią koledżów, czyli szkół średnich (ale to akurat jest wbudowane w system, w tym sensie, że szkoły średnie są w pewnym stopniu częścią szkół wyższych). Z zagranicy zaś rekrutuje studentów głównie poprzez sieć zaufanych pośredników działających na prowizji.

Całość działa, co o tyle jest godne podziwu, że działa można powiedzieć w warunkach przyfrontowych. Z Połtawy do DRL jest niedaleko (na przykład do miejsca gdzie spadł słynny MH-17 400km raptem). Szkoła nawet straciła dwa oddziały--Donieck i Semferopol, które są teraz za granicą.

Po obejrzeniu szkoły pojechaliśmy z kolei na wycieczkę po okolicy--najpierw na miejsce słynnej bitwy z 1709r pomiędzy wojskami Carstwa Moskiewskiego a Królestwem Szwecji. Potem do muzeum piwa i bimbrownictwa. To pierwsze ciekawe to drugie niekoniecznie. Muzeum bitwy jest ciekawe, bo ukazuje ją z szerszej perspektywy, tj. z punktu widzenia Ukrainy (która nie była stroną w bitwie przecież). Pewnie ciut na siłę ale co z tego? Muzeum bimbrownictwa z kolei to typowo komercyjna placówka przy restauracji. Dwa pokoje wypełnione dość przypadkowym sprzętem związanym z produkcją piwa i samogonu.

W czwartek w sumie nie było nic ciekawego. Dość dużo czasu zajęło nam ustalenie jak się wydostać z Połtawy--pojechaliśmy na dworzec kolejowy i kupiliśmy bilety na rano następnego dnia.

Rano w piątek taksówką do dworca. Potem pociągiem do Charkowa, do którego docieramy o 10:00. Tutaj drobna komplikacja: patrol milicji nas zatrzymuje i kontroluje: każą wyjąć wszystko z kieszeni i plecaków. Incydent kończy się na niczym, może myśleli że mamy jakąś kontrbandę i coś tam da się od nas wyciągnąć? Nie wiem... Milicjanci są regulaminowi i uprzejmi wszakże.

Potem zostawiamy bagaż w przechowalni i idziemy na 3 godziny na miasto. Bez sensacji w sumie. O 14:00 zwijamy żagle: metrem dostajemy się na prospekt Gagarina a stąd autobusem na lotnisko. O 18:38 cabin crew take off. Lądujemy sensacyjnie 25 minut przed czasem...

Zdjęć i śladów GPX póki co nie ma ale będą...

url | Fri, 26/07/2019 11:34 | tagi: , , ,
MEVO: rozkminianie systemu (odcinek trzy)

Miało nie być o MEVO do września, ale najechałem na stojący w zasadzie w polu rower przed Chwaszczynem. Zrobiłem zdjęcie i się okazało że figuruje on w bazie. Przypomnę, że w poprzednim odcinku trylogii o MEVO założyłem że plik locations.js zawiera informacje nt stacji oraz informacje o luźnych-rowerach-w-dziwnych-miejscach (np w Warszawie), które postanowiłem pomijać. Że przypomnę:

[luźne-rowery] mają dziwną nazwę a w atrybucie bike mają true (albo jeden), a w atrybucie spot mają zero (czyli false). Z tego wychodzi, że te stacje to nie są stacje tylko jakieś luźne rowery pozasystemowe. Taką mam koncepcję...

Znalezisko spod Chwaszczyna podkopało moją wiarę w koncepcję. No bo jeżeli baza zawiera także rowery normalnie eksploatowane, ale nie parkowane na stacjach, to pomijam -- być może istotną -- część ruchu w systemie MEVO. Żeby ustalić w miarę szybko stan rzeczy wymyśliłem, że podsumuję pozycje wszystkich rowerów -- zarówno tych na stacjach i tych luźnych -- i zobaczę co wyjdzie. Konkretnie czy parkowanie poza stacjami to incydent, który można pominąć czy niekoniecznie oraz czy dzikie parkingi się skupiają w pewnych lokalizacjach, a jak się skupiają, to gdzie?

Plik locations.js zawiera zmienną NEXTBIKE_PLACES_DB, która wygląda jakoś tak:

  var NEXTBIKE_PLACES_DB = '[{"places":[
  {"uid":14242676,
   "lat":52.281631111111,
   "lng":21.011891111111,
   "bike":true,
   "name":"Jagiellońska 88A",
   "address":null,
   "spot":false,
   "number":0,
   "bikes":1,
   "booked_bikes":0,
   "bike_racks":0,
   "free_racks":0,
   "special_racks":0,
   "free_special_racks":0,
   "maintenance":false,
   "terminal_type":"","
   bike_list":[{"number":"600262","bike_type":114,
      "lock_types":["frame_lock"],
      "active":true,
      "state":"ok",
      "electric_lock":true,
      "boardcomputer":7551015898,
      "pedelec_battery":62,
      "battery_pack":{"percentage":62}}],
 "bike_numbers":["600262"],
 "bike_types":{"114":1},
 "place_type":"12",
 "rack_locks":false,
 "city":"Gdańsk-Wawa"}]}]';

Pole places zawiera listę elementów, z których każdy to opis miejsca, tj. stacji lub pozycji luźnego roweru (dalej LB od luźnego-bajka). Czy jest to stacja czy rower można wykoncypować na podstawie wartości pola bike (jeżeli true/1 to luźny rower). Są ponadto współrzędne miejsca (lat, lng); numer miejsca (number, lub zero dla LB) liczba rowerów zaparkowanych w miejscu (bikes); lista numerów rowerów w miejscu (bike_numbers); nazwa miejscowości (city). Pole uid to moim zdaniem unique id miejsca. Zatem stacja ma numer, LB nie ma numeru. Każda para współrzędnych ma ten sam uid.

W zasadzie jeżeli bike = true, to bikes=1 ale niekoniecznie i nie potrafię wykoncypować co znaczy taki rekord:

{"uid":14302318,
 "lat":54.350404444444,"lng":18.586652222222,
 "bike":true,
 "name":"BIKE 99170",
  ...
 "bikes":0,
 ...
 city":"Gdańsk"}

Takich wpisów jest circa pięć więc pomijam wyjaśnienie tego fenomenu. Robię skrypt parsujący apiać wszystkie pliki locations.js pobrane w okresie maj--lipiec (ostatni miesiąc niekompletny). Skrypt zapisuje: uid, numer, pozycję, miasto, typ miejsca (stacja albo LB) oraz liczbę powtórzeń (liczba wpisów dotyczących miejsca o współrzędnych lat/lng; każda stacja w tym okresie ma 53 tysiące wpisów. LB ma mniej oczywiście.) Dla czerwca wychodzi 20 tysięcy różnych zarejestrowanych miejsc. Dla całego okresu 60 tysięcy (różnych).

Wyświetlenie 60 tys kropek na mapie nie będzie proste więc wymyśliłem sobie, że rozpocznę od zagregowania liczby ,,parkingów'' do rozsądnej wielkości rzędu kilku tysięcy. W pierwszym podejściu założyłem, że duża liczba miejsc parkowania to rezultat błędów w ustalaniu pozycji GPS i że pozycji będzie mniej jak się zmniejszy dokładność pomiaru. Konkretnie zamiast 8 cyfr spróbować zastosować 4 (tj. przykładowo 54.12345678 obciąć do 54.1234) i zobaczyć co wyjdzie.

Wyszło 40 tysięcy czyli redukcja taka sobie, ale ujawniły się dziwne miejsca koncentracji: w Gdańsku na ul. Pokoleń Lechii/Amber Expo, w Warszawie na ulicy Jagiellońskiej w okolicach numeru 88 oraz w Cedrach Wlk! W Cedrach na ul. Pionierów Żuław 42 (gdzie na Google Maps jest firma UEGZ). Wygląda, że wszystkie wymienione miejsca to stacje, tyle że serwisowe rowerów.

Ponieważ oprócz Warszawy LB sporadycznie są raportowane także, w różnych innych dziwnych miejscach, to wymyśliłem, że będę pomijał miejsca znajdujące się poza prostokątem o współrzędnych wierzchołków równych: 53.8/17.4 (dolny lewy) i 55.0/19.5 (górny prawy).

Na okoliczność LB z Pokoleń Lechii/Amber Expo dodałem warunek, że pomijane są także miejsca znajdujące się wewnątrz prostokąta o współrzędnych wierzchołków równych: 54.387395/18.630779 (górny lewy) i 54.385733,18.635221 (dolny prawy). Cedry zostawiłem w spokoju za to policzyłem kwantyle tych 40 tysięcy miejsc (bez 650 oficjalnych stacji):

kwantyl 25%   50%   75%   90%   95%  100%
------------------------------------------
wpisy     2    9     29  121    246 32760

Dwa wpisy to 4 minuty skoro każdy wpis jest co 2 minuty średnio. 50% miejsc było zajmowanych przez około 20 minut, a 5% wszystkich miejsc to parkingi na 8 godzin i dłużej (w ciągu 2,5 miesiąca przypominam) czyli dalej niewiele. Zamiast kombinować z dokładnością pomiaru można pominąć te miejsca które pojawiają się sporadycznie. Jeżeli za typowe przyjmiemy takie, które występują minimum 250 razy (około 5% największych wartości), to miejsc jest 2232 (w tym 650 stacji). Co ważniejsze udział wpisów dotyczących LB w całości wpisów to 5,6%. Spokojnie można tego nie analizować bo przecież i tak moje szacunki są przybliżone. A pominięcie LB ma tą zaletę że upraszcza rachunki. Na mapie te 5% najczęściej powtarzających się miejsc wygląda następująco:

Zostało osiem miejsc z liczbą wpisów większą od 5000, w tym 5 w Cedrach (gdzie jak już ustaliłem coś serwisują niechybnie). Te 3 duże dzikie parkingi to: Stężyca (2) oraz Sierakowice.

Reasumując: znalezisko spod Chwaszczyna niewiele zmienia. Nie będę uwzględniał w statystykach wykorzystania MEVO rowerów parkowanych poza stacjami.

url | Tue, 16/07/2019 15:57 | tagi: , ,
MEVO po trzech miesiącach

Rowery/dystanse

Rowery na stacjach 10111/12

Obiecuję ostatni wpis n/t Mevo. Następny po wakacjach, czyli po mitycznym 18 sierpnia (czemu mitycznym poniżej).

Obszerny wywiad z prezesem się ukazał 19 maja, ale ja go przeczytałem dopiero przedwczoraj (cały wywiad w repo na githubie, link poniżej). Prezes pisze, że:

26 marca na ulice wyjechały 1224 rowery [...] [Potem] liczba rowerów zaczęła spadać. Trafiały do serwisu, mieliśmy problem z ładowaniem. Zainteresowanie systemem w pierwszych dniach nas zaskoczyło [...] Zwiększyliśmy zatrudnienie do około 40 osób, przenieśliśmy serwis do większej hali w MTG. Codziennie wyjeżdża stąd około 250 rowerów. Przygotowujemy się do obsługi pełnej floty docelowych 4 tysięcy rowerów [...] Kolejne rowery planujemy dostarczać stopniowo, po 100-200-300 tygodniowo. Ostatnią partię dostarczymy 18 sierpnia.

Mój komentarz. Po pierwsze: czy wyjechało 1224 to ja nie wiem -- pewnie tak, ale w kwietniu średnio jeździło niecałe 800, a raczej jeździło 624 a 163 nie jeździło tylko było (wykazywane że są, ale nie przejechały nic). W tym kontekście twierdzenie prezesa, że przyczyną (wielokrotnie podkreślaną) problemów jest nadzwyczajne zainteresowanie rowerami jest cokolwiek niezborne ze stanem przygotowań. System jest sprawny na 800/4000 = 20%, a on jest zaskoczony, że rowerów brakuje. Nie wiem co prezes kończył za szkoły, ale z logiką na bakier jest... No i pytanie pomocnicze: gdyby wyjechało na przykład 2000 rowerów (w sensie wyjechało i jeździło) czyli 250% tego co jeździło (w kwietniu), to dalej byłaby klapa czy jednak nie? A te 2000 to 50% tego co miało jeździć. Albo inaczej po co system na 4000 rowerów skoro miało wystarczyć 1220?

Dwa: zatrudniają 40 ludzi do obsługi około 1000 rowerów (dane za maj). Ile musi być zatrudnionych do obsługi 4000 (czyli o 300% więcej niż mają) i to do 18 sierpnia (w trzy miesiące licząc od daty wywiadu).

Trzy: 250 wyjeżdżających rowerów z MTG to jak rozumiem rowery niesprawne, serwisowane i włączane z powrotem do ruchu. Hmmm... czy to oznacza, że z grubsza jest codziennie 250 serwisowanych (czyli wyłączonych z ruchu)? Że rower się psuje, to normalne więc nie ma w tym nic dziwnego, że są rowery popsute i trzeba je naprawiać. Wychodzi, że tych rowerów jest 250 z 1250 czyli około 20%. Albo i nie, bo dziennikarz nie dopytuje... Ale jeżeli tak, to na 4000 będzie 800 popsutych przy założeniu 20%. No może mniej będzie, bo obciążenie/rower będzie mniejsze, a rowery będą usprawniane pod kątem słabych punktów, ale nawet jak będzie to 10% to dalej jest 400 rowerów do naprawy codziennie czyli o 60% więcej niż teraz (40 ludzi:-) może nie wystarczyć.)

Cztery: jeżeli planują dostarczyć stopniowo po 100--300 tygodniowo a mają do dostarczenia 2800, to dostarczając 100/tydzień przez 3 miesiące dostarczą 2400. He, he... Gorzej że na dziś system wykazuje około i zaledwie 1500 rowerów. Pozostało 2500 do dodania, a tygodni do 18 sierpnia zostało 5. Wychodzi po 500/tydzień, starting from now...

+--------------------------------------------------+
|           |         średnio dzienne              |
| Miesiąc   +--------------------------------------+
|           |     NZB |      ZB | NZB+ZB  | NZB%   |
| ----------+---------+---------+---------+------- +
| kwietnia  |  624.93 |  163.87 |  788.81 | 79.09  |
| maja      |  893.13 |  179.03 | 1072.16 | 83.18  |
| czerwca   | 1094.97 |  172.07 | 1267.03 | 86.45  |
| lipca     | 1089.00 |  248.25 | 1337.25 | 81.58  |
+-----------+---------+---------+---------+--------+

NZB -- rowery ruszające się; ZB -- rowery które nie jeździły, ale były wykazywane. Porównaj też wykresy. Drugi wykres pokazuje dostępność rowerów na stacjach 10111/10112 (Sopot Mickiewicza/Armii Krajowej), które są najbliżej mojego domu. Dostępność liczona jako prosta średnia (liczba rowerów)/(liczba pomiarów)...

Generalnie trend jest OK tylko to ślimacze tempo. Załamanie lipcowe spowodowane jest przypuszczalnie (fatalną) pogodą (lipiec liczony dla tylko dla pierwszych 8 dni). Dane są przypominam tutaj.

url | Tue, 09/07/2019 10:08 | tagi: , ,
Mevo w czerwcu 2019

Zestawienie wybranych parametrów pomorskiego roweru miejskiego MEVO (maj--czerwiec 2019). Dystanse i średnie są w kilometrach. Zapis Łącznie x% nach. oznacza łączną długość odcinków z przeciętnym nachylenie x% oraz większym. Odcinki z nachylenie 5% i więcej stanowiły odpowiednio 0,06% (maj) oraz 0,05% (czerwiec) łącznego przejechanego dystansu (ŁPD) a z nachyleniem 3% i więcej odpowiednio 0,72% oraz 0,66% ŁPD. To tyle odnośnie potrzeby instalowania silników elektrycznych w każdym rowerze ponieważ Trójmiasto pełne jest stromych podjazdów. Chyba chodziło o coś innego z tymi silnikami...

Wyszczególnienie Maj Czerwiec Zmiana
Liczba rowerów 1333 1518 13.9%
Łącznie odcinki 235455 330074 40.2%
Dystans łącznie (km) 649904.3 974943.1 50.0%
Średnio na rower/dzień (km) 15.7 21.4 36.3%
Średnio na rower/miesiąc (km) 487.6 642.3 31.7%
Łącznie 5% nach. (km) 393.9 491.5 24.7%
Łącznie 3% nach. (km) 4687.1 6440.4 37.4%
Łącznie 2% nach. (km) 16722.7 23386.0 39.8%

Przypominam, że powyższe policzono w taki oto sposób iż: ze strony https://rowermevo.pl/ co 120 sekund jest pobierany plik locations.js który zawiera listę rowerów zaparkowanych na stacjach w systemie roweru miejskiego Mevo. Długość/szerokość geograficzna stacji jest w pliku locations.js. Wysokość npm. stacji (SRTM) dodałem korzystając z programu gpsprune.

Mapa najczęściej używanych odcinków:

Dane, że tak powiem źródłowe dotyczące ruchu rowerów MEVO maj/czerwiec 2019 są dostępne tutaj.

url | Mon, 01/07/2019 15:42 | tagi: , ,
Koreańska sałatka z marchwii

Fajną sałatkę z marchwi, co ją pierwszy raz widziałem/próbowałem w Uzbekistanie, miałem okazję znowu spróbować przy okazji wycieczki do Elbląga. Bo w Elblągu jest restauracja uzbecka pn Nafisa (imię żeńskie). Nie było wielkim wyczynem po powrocie z Elbląga ustalenie jak toto się robi.

Sałatka nazywa się koreańska, bo wymyślili ją Koreańczycy. Jak się wpisze do google Морковь по-корейски to przepisów będzie multum (po rosyjsku) łącznie z filmami instruktażowymi. Ja znalazłem po polsku na stronie przepisy-julii.pl:

Składniki: Marchew -- 0,5kg, 1 cebula, olej -- 50g, czosnek -- 4 ząbki, papryka słodka, papryka ostra, pieprz czarny, kolendra mielona, sól -- 1 łyżeczka, cukier -- 1 łyżka, ocet 3% -- 3 łyżki.

Marchew trzeba obrać i zetrzeć na tarce w długie słupki. UWAGA: stosowną tarkę można na Allegro kupić (wpisać tarka/szatkownica słupki). Ja kupiłem prosty model firmy Julienne (numer ASIN: B01LZWFKP0; dostępny na Allegro) krojący na 2mm słupki i się sprawdza, jedyna uwaga to taka, że nie całą marchew da się pociąć no i trzeba uważać na palce. Być może droższe modele byłyby jeszcze lepsze.

Pokroić cebulę i smażyć na oleju do lekkiego zbrązowienia. Cebulę wyrzucić do marchewki. Dodać do octu cukier, sól, przyprawy i zalać marchewkę. Dodać sprasowany czosnek i wymieszać. Wstawić do lodówki na kilka godzin. UWAGA: do mojej sałatki nie dodaję papryki, tylko pieprz, sól i kolendrę.

Przepis nieco inny z ciekawymi komentarzami (dlaczego koreańska) jest tutaj.

url | Fri, 21/06/2019 07:58 | tagi: , ,
MEVO: rozkminianie systemu (odcinek dwa)

Numery stacji w systemie MEVO są pięciocyfrowe i zaczynają się od 10, 11 oraz 12. Takich stacji jest 654 (albo 653 zależy jak liczył). Oprócz tego jest stacja 999993 o współrzędnych w Wawie(52.261177495785/20.968099236488), która zapewne omyłkowo jest wykazywana w zestawie (https://rowermevo.pl/mapa-stacji/). Jak się naciśnie guziczek Pobierz bieżące lokalizacje, to się dostanie plik CSV o nazwie locations_YYYY-MM-DD_HH-MM-SS.csv. Plik ten ma 704 stacje czyli o 50 więcej niż wykazywana na stronie. Te pomijane stacje mają numer zero.

Z tych 654 stacji 363 jest w Gdańsku 55,56%; Gdynia 145 (22,17%); Tczew 28 (4,28%); Sopot 27 (4,13%); Rumia 23 (3,52%); Reda 17 (2,60%); Puck 14 (2,14%); Inni 18 (Władysławowo, Kartuzy, Sierakowice, Somonino, Stężyca, Żukowo.)

Te 50 coś stacji-niestacji wygląda jakoś tak:

uid;number;name;city;latlng;bikes;bike;spot;bikeSpot;terminal;address
13915356;0;BIKE 99127;Tczew;54.08056000 18.79086222;1;1;0;;;

Mają dziwną nazwę a w atrybucie bike mają true (albo jeden) a w atrybucie spot mają zero (czyli false). Z tego wychodzi, że te stacje to nie są stacje tylko jakieś luźne rowery pozasystemowe. Taką mam koncepcję...

url | Mon, 17/06/2019 14:25 | tagi: , ,
Mevo w maju

Ze strony https://rowermevo.pl/ co 120 sekund jest pobierany plik locations.js który zawiera (jak mniemam) listę rowerów zaparkowanych na stacjach w systemie roweru miejskiego Mevo. Jak rower zmienił stację to znaczy, że ktoś się nim przejechał (lub go przewieziono dla jakiś celów.)

Pobrane dane są dostępne tutaj. Konkretnie plik MEVO_bikes_ROKMIESIĄC.csv to plik CSV, którego każdy wiersz zawiera czas, idRoweru, stanBaterii oraz współrzędne geograficzne. Rejestrowane są tylko przemieszczenia, tj. na przykład jeżeli rower jest wykazywany przez 10 kolejnych pobrań jako zaparkowany w tym samym miejscu, to tylko pierwszy wpis jest zapisywany. Z kolei MEVO_tracks_ROKMIESIĄC.csv zawiera idRoweru, liczbę przemieszczeń oraz kompletny ślad w postaci par współrzędnych.

Plik MEVO_bikes_201905.csv (czyli za maj) zawiera 265 tys wierszy, plik MEVO_tracks_201905.csv zawiera 1550 wierszy (czyli zarejstrowanych rowerów w systemie). Tutaj uwaga: część wpisów/rowerów jest dziwna: są rowery jeżdżące po Warszawie, po Bałtyku a nawet w księstwie Monako. Szczegóły tutaj.

Na podstawie pliku MEVO_tracks_ROKMIESIĄC.csv obliczyłem łączny i średni dystans pokonany przez rowery w maju, pomijając „dziwne” wpisy. Za kryterium dziwności przyjęto punkt znajdujący się na zewnątrz prostokąta 53.8--55.0/17.4--19.5 (długość/szerokość). W ten sposób zostało 1370 rowerów a odpadło 180 „dziwnych”. Konkretnie policzyłem poniższym skryptem:

#!/usr/bin/perl
use Geo::Distance;
my $geo = new Geo::Distance;

my $distGrandTotal;
my $distTotal;

while (<>) {  chomp();
  ($bike, $nodes, $track) = split /;/, $_;
  $track =~ s/[ \t]+$//;
  @trkpts =  split / /, $track;

  $distTotal=0;  $skipBike = 0;

  foreach $t (@trkpts) {
     ($lon, $lat) = split /,/, $t;
     if ($lat < 53.8 || $lat > 55.0 || $lon < 17.4 || $lon > 19.5 ) {##
        $skipBike = 1;
        print STDERR "SKIPPED $bike: lat = '$lat' / lon = '$lon'\n";
     } 
     else { 
        if ($latPrev > 54.0 ) {
           $dist = $geo->distance( "meter", $lonPrev, $latPrev => $lon, $lat );
           $distTotal += $dist;
        }
        $lonPrev =  $lon; $latPrev = $lat;
     }
  }

  unless ($skipBike) {
    $mean = $distTotal / 31;
    printf "%s;%.2f;%.2f\n", $bike, $distTotal, $mean;
    $distGrandTotal += $distTotal;
    $validBikes++;
  }
}

$grandMean =  $distGrandTotal / (31 * $validBikes);
print STDERR "Średnio: $grandMean ($validBikes)\n";

Wyniki i analiza

Minimum przejechane 0km, pierwszy kwartyl 12,8km, mediana 17,8km trzeci kwartyl 21,2km. Maksimum 30,7km. Przypominam, że są to średnie dzienne dla 31 dni maja. Oczywiście nie są to wielkości prawdziwe: po pierwsze dystans jest liczony jako proste pomiędzy punktami (rejestrowanymi co 120s); po drugie nie wszystkie przemieszczenia polegają na pedałowaniu--czasami rower jest wieziony. Arbitralnie przyjmijmy że prawdziwa wartość to 200% zarejestrowanej (to chyba dużo mimo wszystko). Dalej załóżmy że gdyby z roweru korzystało się 6 godzin na dobę (można by policzyć ile się korzysta ale tego jeszcze nie zrobiłem)--co dalej nie wydaje się czymś nadmiernie wyśrubowanym (połowa czasu od 8 rano do 20 wieczorem). Wreszcie przyjmijmy 12km/h jako prędkość przemieszczania się (jak na pojazd z silnikiem -- moim zdaniem -- już mniej się nie da). Wychodzi 6 x 12 = 72km. A jest 30km czyli nawet nie połowa...

Rozkład średnich przedstawia histogram poniżej

url | Mon, 03/06/2019 08:42 | tagi: ,
Ozbekiston 2019

Kolega AP z przewodnikiem

Ja (z przewodnikiem)

Plow (przed podaniem/Chust)

Z jednego talerza smaczniejszy/Chust

Chałwa (znakomita/Samarkanda)

Nasz (gapowaty) kierowca

W drodze do Namanganu

Tkalnia w Margilan

Jedwabny dywan (Margilan)

Koło do odwijania kokonów (Margilan)

Słowo klucz: IKAT (Margilan)

Właśnie O'zbekiston a nie Uzbekistan (tak piszą miejscowi)...

Pierwszy dzień dojazdowy. Najpierw Pendolino 6:10--9:35 do Warszawy. Z Warszawy 13:10 Aerofłotem na Szeremietewo. Aerofłot stara szkoła -- podają całkiem fajny posiłek w cenie biletu, za to nic nie sprzedają (ale bilet kosztuje 2400 PLN). Ku swojemu przerażaniu konstatuję, że jedyne buty jakie wziąłem się literanie rozpadają (w Taszkiencie nie będzie 60% podeszwy)--pierwszy raz coś takiego mi się stało. Złośliwość przedmiotów martwych--akurat jak jadę do Uzbekistanu. to mi się buty rozpadły. Jedyne pocieszenie to takie, że mi je Elka wynalazła w szafie i to był jej pomysł...

Zbliżamy się do Moskwy. Pilot ogłasza że za ileś-tam minut będziemy lądować w gorod-gieroj-Moskwa. Najpierw myślałem, że brakuje końca (gieroj-SSSR), ale nie dobrze jest--gieroj-SSSR to był tytuł dla ludzi a dla miast tylko gieroj. Tak czy siak tytuł ustanowiony w ZSRR, a Moskwa dotała go w 1965r. także więc ten-tego...

Szeremietiewo, wysiadamy. Kontrola bagażu--widać nie mają zaufania do wszystkich linii, które obsługują, bo teoretycznie po co ta kontrola. Już byliśmy kontrolowani w W-wie i nie wychodzimy ze strefy zamkniętej. Po kontroli idziemy na nasz drugi terminal. Szeremietewo jest ogromne. Tutaj przesiadka jak jest zaplanowana na godzinę to jest to minimum, jeżeli nie za mało (kontrola bagażu).

My mamy trzy godziny więc spokojnie, oglądamy sobie terminal nic nie kupując (kawa 500 Rubli = 20 PLN czyli dużo). Do Taszkientu polecimy AirBusem 330, samolot większy od standardowych, trzy rzędy foteli 2+2+4 = 8 pasażerów w jednym rzędzie. Każdy ma ekran przed sobą, wyświetlają się tam różne rzeczy, w tym dane dotyczące lotu czy obraz z kamer zewnętrznych... Pierwszy raz czymś takim leciałem

W Taszkiencie jesteśmy planowo o 2 nad ranem (4 godziny różnicy czasu). Wsiadamy w umówioną wcześniej taksówkę do Samarkandy. Podróż po ciemku przebiega bez wrażeń. W połowie przerwa na tankowanie gazu w tank-station w pobliżu placu targowego. Paru handlarzy ciągle na posterunku: siedzą i handlują. Butów nie mają niestety ale można kupić chleb i ryby wędzone sprzedawana w dość, że tak powiem, oryginalnej pozycji (rybie to zwisa w sumie, jak ją ułożą po śmierci BTW) Ryb nie kupujemy, ale chleb na próbę tak. Kierowca za kurs bierze 40USD (jak było ustalone)

Tutaj cały kraj zresztą jeździ (Chevroletami) na gazie, ale nie na propan-butanie tylko ma metanie. Ruch jest ogromniasty a drogi szerokie jak pasy startowe na lotniskach, cztery pasy wte i następne cztery we-wte to częsty widok. Jeżeli nam się coś nie popierniczyło w obliczeniach to 100km kosztuje tyle co 5 PLN, czyli żeby w PL było tak samo tanio jak tu to samochód powinien palić 1 litr. W bagażniku centralnie miejsce zajmuje bańka na gaz--100l a nie 45 jak w PL. Nasz bagaż się w związku z tym zwykle nie mieścił w bagażniku.

Hotel jest 100 metrów od mauzoleum emira Timura. No to się nam trafiło. Standard jak najbardziej. O 10:30 jemy śniadanie i potem od razu idziemy zwiedzać miasto za pomocą wynajętego w hotelu przewodnika (40USD). Jak ktoś sam ustali co i gdzie zwiedzać to pewnie przewodnik zbędny, bo to nie jest jakieś specjalnie rozległe miejsce do zwiedzania, ale my nie ustaliliśmy. Oprócz zwiedzania chcemy kupić: buty, karty SiM i bilety na pociąg do Taszkientu na jutro.

W ramach zwiedzania zabytków robimy skok w bok na bazar. Imponujący wybór warzyw i owoców oraz orzechów i innych bakalii. Ale w temacie butów słabo--chińskie plastikowe. W rezultacie kupujemy jakieś tenisowki. Ciekawe że po ulicy ludzie chodzą w normalnych butach--gdzie oni je kupują? W temacie karty falstart: wg sprzedawcy można kupić ile się chce kart (na osobę) tyle, że chcą paszportu, który nam zabrali w hotelu. Kolega ma kilka paszportów to daje im drugi. Nie z nami te numery Brunner--sprzedawca kartkuje i się pyta gdzie stempel kontroli granicznej. Nie potrzebuje jakiegoś paszportu tylko tego kontretnego--bo musi zeskanować stronę kontroli. Pierwszy strzał pudło zatem.

Po południu idziemy kupić bilet i podjąć drugą próbę zakupu karty. Najpierw bilet. Też trzeba paszport, bilet jest imienny. Pani zakochana -- sprzedaje nam do Buchary za 130tys a my chcemy do Taszkientu przecież. Na szczęście mówi nam co nam sprzedała więc od razu omyłka się wyjaśnia. W temacie karty SIM natomiast kicha. Tym razem też się nie da, bo za późno już jest czy coś...

Rano śniadanie i taksówką na dworzec kolejowy. Dworzec jest ogrodzony a wejście za okazaniem biletu+paszportu. Wejście do budynku dworca tylko po przejściu kontroli bagażu, zakończonej przybiciem stempla na bilecie. Na peron już bez kontroli, ale do pociągu też wpuszczają po pokazaniu biletu. W pociągu kontrola nr 4 (nas nie kontrolują). Facet po cywilu + facet w mundurze ale kazachskim (bo pociąg międzynarodowy).

Taszkiencie planowo o 14:00 jesteśmy, tyle że wysiadamy nie na tym dworcu co trzeba, bo na Taszkient Sewiernyj a kierowca czeka na Taszkient-Jużnyj (o czym na razie nie wiemy). O tyle jesteśmy usprawiedliwieni że na stacji było napisane `Taszkient', jak kupowaliśmy bilet, to do Taszkientu i nikt się nie pytał jakiego. Kierowca również nie uściślał o jaki Taszkient mu konkretnie chodzi. No ale nic sie stalo. Sytuacja się wyjaśniła, kierowca podjechał na Sewiernyj i z dwugodzinnym prawie opóźnienim jedziemy do doliny Fergańskiej gdzie jest Namangan.

Podróż mija bez niespodzianek, ale ponieważ droga wiedzie przez góry (2000mnpm najwyższy punkt który osiągamy), to dwa razy stajmy na sesje zdjęciowe. Po drodze mijamy ludzi sprzedających naręcza dzikich tulipanów, zbieranych dla bieda-zarobku, tak jak u nas dajmy na to jagody. Po drodze kolega AP pyta kierowcę co on na to żebyśmy się zatrzymali na kolację na słynny plow. On na to jak najbardziej i skręcamy na plow w mieście Chust tuż przed Namanganem zresztą. Kolacja jest we wschodnim stylu, co między innymi oznacza siedzenie na dywanie przy niskim stole + konsumcję plowa z jednego talerza--taki jest smaczniejszy. Pierwszy plow w życiu zaliczony...

BTW Chust podobnie jest znany z handlarzy, którzy mają dobre kotakty z Polską i stamtąd ściągają dobry towar w tym używane samochody. Widzieliśmy naczepę do TiRa w polskim malowaniu jeszcze zresztą...

Dwa kolejne dni wypełniły obowiązki służbowe że tak powiem. Gospodarz odbierał nas z hotelu, jechaliśmy na uniwersyet gdzie produkowaliśmy się przed studentami. Pierwszego dnia do wieczora, drugiego do obiadu. Wyszło chyba nieźle, aczkolwiek było mocno to improwizowane w tym sensie na przykład że nigdy mi się nie udało mojej prezentacji dociągnąć do końca (z uwagi na zbyt mało czasu).

Pokazuję gospodarzowi książkę którą przeczytałem przed przyjazdem do jego kraju. Kartkuje w kilka minut: He tells we don't like homosexuals and indeed we do not like them... A ja właśnie tuż przed wyjazdem wyczytałem z mediówm, że opertkowi "przywódcy" w stylu moczymordy Drunckera pajaca Tuska, czy tej idiotki Mogherini obwieścili światu, iż i jakoby priorytetem UE będzie walka z Islamofobią (po zamachu w Churchchrist). Czy oni wierzą w to co oni mówią czy tylko są cynicznymi manipulantami? 90% Islamistów (albo i lepiej) ma w dupie Europę z jej wartościami, które są dla nich pseudowartościami i w zw z tym czy Europa lubi Islamistów czy nie lubi absolutnie im zwisa...

Po obiedzie drugiego dnia koniec i powrót do Taszkietu, ale przez Margilan, gdzie jest manufaktura produkująca różne rzeczy z jedwabiu. Dzięki naszemu gospodarzowi oprowadzono nas po fabryce, w której przetwarza się jedwab od kokona do różnych rzeczy (tkaniny, dywany; słowo klucz google:uzbek+ikat). No więc dla przykładu z 1kg kokonów powstaje 30 dkg nici jedwabnych. Nawinięcie tych 30dkg nici na standardowy motek zajmuje 1 godzinę, wymaga odwinięcia około 30 kokonów (jeden kokon -- 3000 m nici -- co 2 minuty). Dywan jedwabny w formacie 2x0,6m (bodajże) tka się (ręcznie) osiem miesięcy a kosztuje 3000 USD (za m2 nie za dywan). Technika ręczna jak za emira Timura.

Po zwiedzniu fabryki kupiliśmy parę rzeczy w przyfabrycznym sklepie. Ja konkretnie kupiłem dwa szale i kilka tradycyjnych czapek ale wszystko to było z jedwabiu więc wyszło nietanio.

Wyjechaliśmy do Margilan około 15 ale szło nam dość opornie żeby tam dojechać więc zurik jesteśmy w Namanganie około 19 i nie skręcając ani zatrzymując się jedziemy prosto do Taszkientu do którego dociermy grubo po 24:00 czyli już w zasadzie w sobotę.

W sobotę idziemy na bazar Chorsu. Kupujemy różne suweniry i trochę żarcia na obiad, w tym wędzoną rybę którą widzieliśmy pierwszej nocy naszego pobytu tutaj. Ryba efektownie wygląda, w smaku taka sobie. BTW handlarze `stacjonarni' nie są namolini, a `obnośnych' prawie nie ma. Wyjątek: kilkunastu gości wciskających szfran i `herbatę górską' oraz także kilkanaście? żebrzących Cyganek. Te ostatnie szczególnie wkurwiające w tym miejscu, w którym tysiące ludzi cieżko pracuje na groszowy zarobek a te p@zdy nie potrafią inaczej tylko muszą żebrać do tego wykorzystując dzieci (modus opertandi stare jak świat -- Juras O. nie wymyślił niczego oryginalnego) . Nic nie dajemy oczywiście Cyganom, kolega AP kupuje demonstracyjnie herbatę górską na stoisku a nie od obnośnego...

Po obiedzie okazuje się że została nam kupa forsy. Idziemy na Chorsu jeszcze raz, tym razem kupujemy talerze, bo inaczej wrócimy z kupą ichniej forsy do PL. Kupujemy też folię, ale nie do owinięcia żywności tylko naszych walizek nadawanych na bagaż rejestrowy.

I mamy nadzieję że będziemy umieli się ze wszystkim spakować...

W sklepie z talerzami jebłem że tak powiem czołem o (niski) strop z takim oto efektem że krew się leje, klienci przerażeni. Sprzedawcy pytają jak mi mogą pomóc:

-- rugby players do not break

tłumaczę (rugbystą nigdy nie byłem ale ubrany jestem w koszulkę Leicester Tigers, więc co szkodzi poudawać). Po 5 minutach po kryzysie: krew wysycha, zmywamy co trzeba, płacimy za zakupy i idziemy do domu.

Wszystko już tu było: pot i krew:-) Jeszcze tylko łzy nam zostały ale już chyba na nie nie starczy czasu...

W niedzielę pobudka 1:45 (w Wa-wie jest 21:45 czyli jeszcze sobota). Jedziemy na lotnisko, Kierowca nerwowo się pyta o coś, ale w języku. Potem się okazuje że chyba się zorientował, że przyjdzie mu zapłacić 3000 SUM za parking, jak nas podwiezie pod terminal, za co dostanie 7200 SUM, bo tyle mu się należy za kurs. Dajemu mu 10000 żeby nie miał krzywdy (well no trochę miał ale niewielką--200 SUM = 20 gr). Przechodzimy trzy kontrole bagażu (dwie zgrubne, jedna standardowa, taka jak na każdym innym lotnisku). Odprawa: waliza kolegi AP waży 26kg (limit 23kg) ale miła pani z Aerofłotu nie proszona od razu do mnie:

-- wy w miestie? Da?

-- No my w miejstie, konieszno

Dwie walizy 47kg czyli prawie dobrze. Nic nie płacimy za nadbagaż i o 4:30 odlatujemy do Moskwy (ciekawe BTW co znaczy `w miestie' i czy `w miestie' może być np. pół samolotu żeby średnia wyszła 23kg :-)). Około 5:30 stewardessy Aerofłotu zaczynają rozwozić użyn (czyli kolację). W Wa-wie jest jak łatwo wyliczyć 1:30--w sumie się zgadza. Późna kolacja o wpół do drugiej... Lądowanie na Szeremietiewo o 7:05 czasu lokalnego... Lecim galopem z terminala F na terminal D. Start 7:45 do Warszawy, dla odmiany jakimś liliputem 20 rzędowym. Lądowanie jak najbardziej planowe o 9:02 w Wawie. Niestety nasza radość przedwczesna--walizy zostały w Moskwie. Jadą następnym samolotem. Mamy do wyboru albo pojechać bez waliz albo czekać. Wybieramy drugie i faktycznie walizy przylatują. O 12:30 możemy się zwijać do Wawy Centralnej...

Parafrazując Robocopa (z filmu o tej samej nazwie): We will be back...

Do pobrania ślady kml ze zdjęciami (na razie tylko Samarkanda); zdjęcia. BTW GPS (Garmin Legend) się popsuł w dziwny sposób: jak się go podłącza do komputera to się wyłącza. W rezultacie nie mogę zgrać śladów. Dałem do serwisu i może da się odzyskać dane (stąd na razie tylko Samarkanda + zdjęcia ze smartfona).

url | Mon, 08/04/2019 05:04 | tagi: , ,
Trzy dni na Malcie

Kraj gdzie przed prawie każdym domem jest święta figura a przed każdym kościołem armata.

Podobno najwyższy wskaźnik ukościołowienia w UE liczony jako K/M gdzie K -- liczba kościołów, N -- liczba Maltańczyków. Gdyby go liczyć jako $m^2$ na maltańczyka to pewnie różnica pomiędzy Maltą a resztą byłaby jeszcze większa, bo tu każdy kościół to nie popierdółka jak za przeproszeniem na Podhalu albo na Suwalszczyźnie -- takiego poniżej kilkuset $m^2$ to my nie widzieliśmy.

Przylecieliśmy tutaj w niedzielę tuż przed północą. Taksówką dotarliśmy do naszej kwatery w dzielnicy Il-Hamrun (H jest tak dziwnie pisane BTW) już w poniedziałek, jakoś tak przed północą. Teoretycznie można było jechać autobusem, ale o tej porze woleliśmy zapłacić 20 EUR i być szybciej niż kombinować i dotrzeć o drugiej czy coś takiego. Nasza kwatera tym razem to nie było samodzielnie mieszkanie tylko samodzielny pokój, więc gospodarze byli na miejscu i nie trzeba było ani dzwonić ani czekać.

Rano śniadanie (w cenie kwatery) o godzinie 8:00 i idziemy oglądać stare miasto w LaValletta. Pogoda jest dobra. Słońce i nie pada, ale prognozy nie są najlepsze. Jeżeli chodzi o przemieszczanie się to pani mówi, że najlepiej kupić bilet tygodniowy na wszystko i jeździć autobusami. Jakoś nie bardzo wiemy gdzie te bilety kupić, a ponadto do starego miasta jest w miarę blisko, więc idziemy piechotą. Dochodzimy do fontanny Neptuna i pętli autobusowej. Elka leci kupić bilety. Się okazuje że są po 21 EUR, tj. za dwa nasz bank skasował nas na prawie 200 PLN. Ela mówi, że bilety jednorazowe są za 1,5 EUR i 3 EUR w zależności od trasy. Jeżeli to prawda, to uprzedzając wydarzenia my przejechaliśmy za 9 EUR pierwszego dnia, za 21 EUR drugiego dnia oraz 15 EUR trzeciego. Razem 45 EUR czyli więcej byśmy zapłacili kupując bilety jednorazowe. Do tego jeszcze 3 EUR za autobus na lotnisko w czwartek rano. Kupno czasowego się widać opłaca, nawet jak byliśmy zaledwie 3 dni a nie tydzień. Od pętli do twierdzy św. Elma jest blisko, idziemy zygzakiem. Bilet do muzeum to 10 EUR, ale warto wejść. Nie ma tam wiele eksponatów, ale sam fort jest godny zwiedzenia. Zaczyna padać, momentami całkiem mocno, o tyle mamy szczęście, że pada a my zwiedzamy. Po obejrzeniu fortu idziemy zwiedzać katedrę św. Jana. Imponująca budowla. Za wejście trzeba płacić (7 EUR jeżeli dobrze pamiętam). Potem zygzakiem najpierw w stronę Castille Place/Il-Barrakka ta Fuq (po drodze natykamy się na budynek maltańskiej giełdy--w warszawskiej nigdy nie byłem a w maltańskiej jak najbardziej), a potem idziemy na drugą stronę głównej ulicy (Triq ir-Repubblika). Jakiś stadion piłkarski--chyba ten co kamieniami polaków obrzucali wieki temu... Elka wreszcie padła--wracamy na główną ulicę i jedziemy autobusem na kwaterę. Docieramy około 16:00, jemy to co przywieźliśmy z domu (zabraliśmy żeby się nie zmarnowało) i o 18:00 wracamy na stare miasto--nocna runda tym razem. Powrót finalny 20:00...

Pierwszy dzień kończymy rozważaniami co robić jutro. Prognozy są nienajlepsze a na pojutrze lepsze. Decyzja jest zatem taka, że jutro do Ir-Rabat, pojutrze na Gozo jeżeli pogoda się poprawi. A jak się nie poprawi to nie pojedziemy na Gozo, bo po co?

Dzień drugi zaczynamy jak pierwszy: śniadanie (w cenie noclegu) z naleśnikami w roli głównej (pani się pytała co chcemy btw, nie to, że nas karmiła na siłę tymi naleśnikami). Potem jedziemy do Ir-Rabat. Tam na pętli autobusowej odkrywam fajny bar. W środku tłok ale obsługa sprawna i tanio. Potem idziemy zwiedzać stare miasto, a po stary mieście idziemy oglądać grotę św Pawła, katakumby i muzeum. Bilet jest jeden za 7 EUR. Grota jak grota, ale muzeum naprawdę warto zwiedzić. Różne rzeczy tam są: malarstwo, akcesoria kościelne w tym a zwłaszcza pamiątki po rycerzach maltańskich. Jest nawet kolekcja Durera, taka bym powiedział nie robiąca wielkiego wrażenie ale zawsze Durer to Durer, a poza tym ja widziałem wystawę Durerików w Norymberdze to jestem rozpuszczony, bo tam były rzeczy imponujące po prostu. Na stronach Google recenzje od rodaków tego miejsca mieszane tyle że mało kto wspomina muzeum. Większość jest rozczarowana grotami... Nie dogodzisz...

Po obejrzeniu miasta jedziemy autobusem na klify. Wysiadamy, po 10 min tak mniej więcej uświadamiamy sobie że w autobusie został nasz plecak. Lekka panika i wracamy na przystanek. Akurat jedzie inny autobus, objaśniam kierowcy co zaszło. A on na to I don't know English. No masz. Ale po włosku mówi, a Elka też. Gonimy ten nasz poprzedni autobus, który zresztą stoi przystanek dalej, bo to koniec trasy jest i widocznie przerwa. Plecak jest i czeka. Cała afera trwała może 30 minut. Wracamy nad morze. Na klifie, jak to na klifie--wieje. Do tego zaczyna padać. Oglądamy co trzeba i autobusem wrcamy do Ir-Rabt.

Czas taki ni-w-5-ni-w-10, ani wracać ani gdzieś jechać dalej. Zwiedzając miasto widzieliśmy efektowne wyroby ze szkła w sklepie pamiątkarskim. Elka mówi że tu jest blisko manufaktura szkła i że być może można to zwiedzać. Jedziemy zatem do czegoś co się nazywa Malta-Craft-Village bo to blisko i po drodze do naszego Hamrun. Tzn. jedziemy w kierunku La Valletta i wysiadamy zaraz za Ir-Rabat na przystanku Quali. Wioskę widać po lewej. Dalej perpedes, ale to blisko. Na miejscu się okazuje, że nazwa wprawdzie bombastyczna, ale w realu jest to po prostu byśmy powiedzieli galeria sklepów pamiątkarskich, tyle że mieszczących się w dość oryginalnych budynkach. Chyba starych hangarach po lotnisku.

Nic ciekawego anyway, do tego ceny z kosmosu. Jakieś muszle po 50 EUR. Ciekawe ile za taką muszlę bierze ten co ją wyłowił BTW. Już chcemy wracać, ale natykamy się na drogowskaz Aviation Museum. Żeby tam dojść to idziemy przez jakąś budowę--generalnie baza ludzi umarłych ale sprawdzić trzeba skoro zaszliśmy aż tak daleko. Trzy hangary, bilet 7 EUR. Zbiory 5razy lepsze niż te w 8 kondygnacyjnym klocu pn. Muzeum 2 Wojny Światowej w Gda. Kilkanaście oryginalnych samolotów i śmigłowców w tym Spitfire, Hurricane i Dakota C-47 w jednym kawałku... Muzeum jest ewidentnie inicjatywą low-budget, eksponaty są w różnym stanie kompletności i sprawności. Ciekawy czy gdyby wysłannicy z Budyniogrodu dotarli tutaj w swoim czasie ze swoimi 500 mln to Maltańczycy by się nie złamali i nie sprzedali np. tego Hurricana do Gdańska. No ale to rozważania teoretyczne: 500 mln już wsiąkło w piasek (a raczej poszło na prawie pustego kloca aka magazyn prawie pustych gablot).

BTW na Gozo też widzieliśmy coś co się nazywało Craft-Village. Może to jest Maltański sposób na wyrwanie kasy z UE? My mamy akwaparki i latarnie na wiatraczki i fotoogniwa czy też muzea bezeksponatowe, a oni pewnie inne patenty jak się wzbogacić łatwo i szybko na koszt podatnika (unijnego).

Ciągle leje i że się zrobiło późno to i zimniej się zrobiło. Ja już chcę do domu. Wracamy z pewnymi komplikacjami około 20:00. Aha obok muzeum był narodowy stadion piłki nożnej. Gdyby to był narodowy stadion rugby to byśmy zwiedzali...

Prognozy na jutro lepsze niż były rano więc jest szansa na Gozo.

Dzień trzeci zaczynam o 6:00 bo chcę zobaczyć jak wygląda Valletta wcześnie rano. No więc ruch jest duży, ludzi na ulicach dużo, wiele sklepów już otwartych. Większość pieszych i czekających na przystankach to czarni. BTW około 8:00 na przystankach sami biali. Miało być równo a wyszło jak zwykle :-) mówiąc zaś poważnie widzieliśmy tysiące czarnych młodych mężczyzn rano jak szli pewnie do pracy nie widzieliśmy czarnych żebraków czy sprzedawców okularów czy kijów do selfie (jak we Włoszech na przykład), z czego by wynikało, że ci nowi przybysze znaleźli tu normalną pracę i nie potrzebny im do szczęścia żaden tow. Timmermans ani towarzyszka Merkel z nowym GeneralPlanOst/przymusowym przesiedleniem. Czyli można...

Dzień się zapowiada ślicznie. W Castille Place/Il-Barrakka ta Fuq Japończycy ze statywami czekają na wschód słońca. To i ja poczekam. Pykami kilka fotek i idę do domu. Po drodze kupuję kawę i (mało dietetyczne) canali. Te ich cukiernie pełne są mało dietetycznych rzeczy a smacznych zresztą, co widać na ulicach: dużo młodych ludzi o znacznej otyłości (Amerykanin by się nie powstydził). Nie wiem czy to faktycznie jest problem, nie wiem czy to jest problem związany z dietą. Ot taka obserwacja uliczna...

Na śniadanie tym razem nie naleśniki tylko zapiekanka: makaron z kozim serem, polany jajkiem. Z początku myślałem że to omlet. Bardzo dobre. Po śniadaniu jedziemy na Gozo. Z naszej kwatery jest to prosta sprawa: autobusem 42 na przystań promową, potem promem na Gozo (5 EUR za bilet w dwie strony). Potem autobusem do Ir-Rabat (aka Victoria) na Gozo. Zwiedzanie zaczynamy od twierdzy, potem kręcimy się trochę po mieście. Przypadkiem natykamy się na filię Radia Maryja. Akurat Biedroń w PL ogłosił program partii Wiosna: nie ma w nim uchodźców ale jest rozdział od KK. Robert ty cienki Bolku, nie ta kategoria wagowa:-) Żeby ojciec T. ciebie nie rozdzielił (na pół na przykład).

Ostatni punkt pobytu: jedziemy autobusem 311 na klify do Id-Dwejra. Serwis trochę słaby jest (off season może) więc trzeba czekać na autobus. Dojeżdżamy i faktycznie warto było. Mamy godzinę do autobusu powrotnego, ale oblatujemy wszystko w 45 minut i dla pewności lecimy 15 minut wcześniej na przystanek. Tym razem niepotrzebnie. Tłoku nie ma, autobus przyjeżdża zgodnie z rozkładem. Około 16:00 jesteśmy na przystani promowej. Prom odpływa za 10 minut. Wszystko idzie jak po maśle, ale do czasu. Po drugiej stronie kupa luda i nic nie jedzie, wreszcie o 17:30 jedziemy do La Valletta ale nie autobusem 42, który by nam bardziej pasował tylko 41, który tak nam pasuje nie do końca. Numer 42 będzie jechał za 15 minut, ale wolimy nie czekać, a nóż przypłynie następny prom i albo będzie problem pn nie wszystkich weźmie (tak było jak jechaliśmy rano z przystani do Ir-Rabat), albo jechanie w ścisku.

Autobusem 41 podjeżdżamy do Birkirkary. Tutaj wysiadamy ponieważ dalsza trasa 41 omija Hamrun. Przyjeżdża 42, bo zresztą się okazuje, że innego pasującego nie ma. Byśmy poczekali na 42 to by pewnie wyszło na to samo...

Dzień ostatni. Że odlot mamy o 8:30 to pobudka jest o 5:00. Pani jest tak miła że nam robi śniadanie i odwozi na przystanek autobusu X1/X4, którym docieramy do lotniska. Elka tradycyjnie się opiera ale kupujemy butelkę maltańskiego czerwonego wina za 10 EUR w sklepie bezcłowym. Musimy na tą Maltę wrócicić bo parę rzeczy zostało do obejrzenia.

Ten tekst napisałem w samolocie wracając z Malty do Gda. Trochę trwało zanim go ostatecznie obrobiłem. Zdjęcia z wycieczki są tutaj: flickr.com albo na mapie.

url | Wed, 13/02/2019 19:14 | tagi: , ,
Spóźnione podsumowanie 2018

Dystans wg dni tygodnia

Średni dystans wg dni tygodnia

Dystans wg tygodni w roku

Średnio rocznie wg tygodni

To był rekordowy rok w wielu kategoriach:-)

Zacznijmy od pogody, którą mierzę od 2010 roku przypominam. U mnie średnia wyszła 9,56 C, do tej pory rekord to było 9,44 C w 2015 r. Szczegółowo to tak wygląda:

rok     : 2010  2011  2012  2013  2014  2015  2016  2017  2018
--------------------------------------------------------------
średnia : 8.65  8.94  8.17  8.63  9.33  9.44  9.18  8.75  9.56

Rekordowo niska była też suma opadów: 447.9mm (148 dni opadowych); dla porównania w 2017 roku spadło 763,8mm deszczu (194 dni). Rekord do tej pory to 2014 rok: 450,6 (148 dni) czyli w zasadzie tyle samo (z dokładnością do błędu).

Na rowerze przejechałem 19,100 km (302 razy, co nie oznacza dni, bo czasami były dwa razy dziennie). Poprzedni rekord z 2017 r wynosił 17,855 km. Z tej okazji podsumowałem swoje życiowe wyczyny, a mam statystykę szczegółową od 1993 r. Kurcze 26 lat pykło, w których to latach przejechałem prawie 210 tys km. Do tego w latach 1990--1992 przejechałem ponad 20 tys km, ale nie zachowała się niestety dokładna rozpiska. Z okazji tych wszystkich wyczynów podsumowanie zrobiłem wg dni tygodnia i wg. tygodni w roku (wg. miesięcy to liczę na bieżąco). Konkretnie to podsumowanie jest zestawem 7 wykresów słupkowych rysowanych w R. Dane do skryptu i sam skrypt jest z kolei generowany przez prosty program w Perlu:

  #!/usr/bin/perl -w
use Date::Calc qw(Week_Number Day_of_Week);

##my $RRcmd = 'R CMD BATCH'; ## see below

my $color= 'pink';
my $current_yr = 2019;

my %Miesiac = (1 => 'styczeń', 2 => 'luty', 3 => 'marzec', 4 => 'kwiecień',
        5 => 'maj', 6 => 'czerwiec', 7 => 'lipiec', 8 => 'sierpień',
        9 => 'wrzesień', 10 => 'październik', 11 => 'listopad', 12 => 'grudzień',);
my %DoWName = ( 1 => 'pon', 2 => 'wto', 3=> 'sro', 4 => 'czw', 5 => 'pia', 6 => 'sob', 7 => 'nie' );


open(O, ">dow.R") || die "Cannot open!\n";
open(P, 'LANG=C grep "dist\|date" c*.xml|' ) || die "Cannot open!\n";

while (<P>) { 
  chomp();
  ##print ">>$_;";
  if (/date[^'"]+["']([0-9\/]+)["']/) {$date = "$1";}
  if (/dist[^'"]+["']([0-9\/]+)["']/) {$D{$date} += $1;}
}

close(P) || die "Cannot close!\n";

for $d (sort keys %D ) {    
  ($dyy, $dmm, $ddd) = split '/', $d;
  if ($dyy == $current_yr ) { next } ### skip as incomplete

  my $dow = Day_of_Week($dyy,$dmm,$ddd);
  $DoWs{$dow} += $D{$d}; $DoWNums{$dow}++;

  my $woy = Week_Number($dyy,$dmm,$ddd);
  $WoYs{$woy} += $D{$d}; $WoYNums{$woy}++;
  $RdT++;
  $Years{$dyy}=1;
}

@YNo = sort(keys (%Years));
$YNo = $#YNo +1;

print O "##Generated content == do not edit\n";
print O "##By Day of Week\n";
#
for $d (sort keys %DoWs) { 
  $mean = sprintf "%.1f", $DoWs{$d} / $DoWNums{$d}; 
  $t += $DoWs{$d}; 
  $days_totals .= "$DoWs{$d}, ";
  $days_means .= "$mean, ";
  $days_ns .= "$DoWNums{$d}, ";
  $days_labels .= "'" . $DoWName{$d} . "', ";
  ##printf "%-12.12s %7i %.1f (%i)\n", $DoWName{$d}, $DoWs{$d}, $mean, $DoWNums{$d};
  ;
}
$days_totals =~ s/, $//; $days_means =~ s/, $//;
##$days_ymeans =~ s/, $//;
$days_ns =~ s/, $//; $days_labels =~ s/, $//;

print O "days_totals <- c($days_totals);
  days_means <- c($days_means);
  days_ns <- c($days_ns);
  days_labels <- c($days_labels);\n";

print O "barplot(days_totals, 
 main='Distance (total $YNo[0]--$YNo[$#YNo]): $t kms', horiz=F,  
 names.arg=days_labels, col=c('$color'));
barplot(days_means, main='Day means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])', 
 horiz=F,  names.arg=days_labels, col=c('$color'));
barplot(days_ns, main='RideDays (total): $RdT', horiz=F,
 names.arg=days_labels, col=c('$color'));\n";

print STDERR "##Razem: $t\n";

##print "====\n";

print O "\n\n##By Week of Year\n";

for $w (sort {$a <=> $b } keys %WoYs) { 
  $mean = sprintf "%.1f", $WoYs{$w} / $WoYNums{$w}; 

  $vals_totals .= "$WoYs{$w}, ";
  $vals_ymeans .= sprintf "%.1f, ", $WoYs{$w}/$YNo;
  $vals_means .= "$mean, ";
  $vals_ns .= "$WoYNums{$w}, ";
  $vals_labels .= "$w, ";
}

$vals_totals =~ s/, $//; $vals_means =~ s/, $//;
$vals_ymeans =~ s/, $//;
$vals_ns =~ s/, $//; $vals_labels =~ s/, $//;

print O "vals_totals <- c($vals_totals);
  vals_ymeans <- c($vals_ymeans);
  vals_means <- c($vals_means);
  vals_ns <- c($vals_ns);
  vals_labels <- c($vals_labels);\n";

print O "barplot(vals_totals, main='Distance (total $YNo[0]--$YNo[$#YNo]): $t kms', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_ymeans, main='Weak means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_means, main='Day means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])',
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_ns, main='RideDays (total): $RdT', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));\n";

print O "### ENDE!\n";

close(O);

print STDERR "##R dow.R\n";

system ("R", "CMD", "BATCH", "dow.R");
print STDERR "##xpdf Rplots.pdf\n";

print STDERR "##convert -density 300 Rplots.pdf opus_by_dow.jpg\n";
system ("convert", "-density", "300", "Rplots.pdf", "opus_by_dow.jpg");

Na koniec przyznam że mam mieszane uczucia co do zeszłorocznego wyczynu, w sensie że za dużo wyszło. Oprócz roweru też jest życie...

Tak więc w przyszłym roku raczej rekordu nie będzie.

url | Thu, 24/01/2019 20:19 | tagi: , ,
Szkocka tragedia (po gdańsku)

Budyń-Adamowicz: ofiara. 36 rachunków bankowych i 7--9 mieszkań. Rada Nadzorcza GPEC (przewodniczący). Rada Nadzorcza Zarządu Morskiego Portu Gdańsk (od 2005r.)

Adamowiczowa: żona Makbeta.

Abramowiczowa Janina: teściowa Makbeta.

Stefan Wilmont: morderca. Zamieszkały w Oliwie. Skazany za 4 napady na placówki bankowe w Gdańsku (łącznie zrabował 13 tys PLN) na 5,5 roku pozbawienia wolności.

Dariusz Sokołowski: niepełnosprawny szef agencji ochrony Tajfun (z prokuratorskimi zarzutami za pobicie i bodjże porwanie) wynajętej do ochrony koncertu WOŚP w Gdańsku. BTW kiedyś był taki ktoś: Podinspektor Tadeusz Sokołowski, zastępca komendanta miejskiego policji w Gdańsku (2001).

Hieny (zamiast czarownic): setki nie będziemy wyliczać.

url | Thu, 24/01/2019 09:39 | tagi: ,
Ogrzewane rękawiczki na rower

Zasilane z USB i zakupione na Allegro za 60 PLN. Drogo, ale spieszyło mi się. Wiem że z Chin via Ebay (na przykład) by było za 20 PLN. Rękawiczki przekombinowane: mają włącznik + trzy poziomy grzania przy czym różnic istotnych między poziomami nie odczuwam (słabo grzeją ale jak ręce nie będą zamarzać to bez znaczenia). Do tego są odłączalne, bo jakiś 30 cm od rękawiczki jest złącze typu jack. Kable są zresztą za krótkie z punktu widzenia moich potrzeb. No i jack się wysuwa łatwo...

Dolutowałem przedłużkę wypierniczając złącze. Pro memoria: czarny na wejściu jacka to biały na wyjściu, tj. od rękawiczki/czerwony na wejściu to szary na wyjściu.

Pro memoria, bo przelutowałem jeden, a drugi okręciłem na razie taśmą izolacyjną (żeby nie wypadał). Jak będzie mi się chciało to kiedyś przelutuję drugi więc warto wiedzieć, który z którym polutować bez rozcinania po raz drugi wtyczek. Dziś byłem w rękawiczkach i było OK. Ciekawe jak długo pociągną bo wyglądają dość delikatnie...

url | Fri, 11/01/2019 09:04 | tagi: ,
Jak zrobić gruzińskie mchali/pchali


W Gruzji tego nie jadłem przyznam. Wg http://obliczagruzji.monomit.pl/przepisy-kuchni-gruzinskiej/pchali-warzywna-kreatywnosc-w-orzechowym-sosie mchali/pchali to to samo. Zrobiłem wg. przepisu jak poniżej (przypuszczalnie stąd, ale już nie pamiętam na 100% https://www.vegestyl.pl/weganskie-przepisy/przystawki/pchali-gruzinskie):

300 g upieczonych lub ugotowanych na parze buraków; 150 g orzechów włoskich; 1 łyżeczka octu balsamicznego; 1 ząbek czosnku; natka pietruszki, kolendra; 1/2 nasion granata; 1 łyżeczka zgniecionych nasion kolendry; przyprawy: sól, pieprz, chili, tymianek, majeranek. Z taką modyfikacją że bez kolendry (zielonej) i granatów. Zamiast kolendry dałem więcej (zmielonych) nasion kolendry.

Przygotowanie: buraki ścieramy na tarce o grubych oczkach, a następnie rozdrabniamy blenderem podobnie, jak orzechy włoskie. Rozdrobnione buraki i orzechy łączymy razem, dodajemy wyciśnięty lub bardzo drobno posiekany czosnek, ocet winny, zgniecione nasiona kolendry, majeranek, tymianek, posiekaną natkę pietruszki, kolendrę i doprawiamy przyprawami. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Z tak uzyskanej masy formujemy kulki i posypujemy granatem, pozostałą pietruszką i kolendrą.

Narobiłem się ja głupi, bo zmiksować coś tak niepłynnego, to nie jest prosta sprawa. Wyszła pasta oczywiście. Zrobiłem też wersję z dynią (zamiast buraków). Rezultat niepowalający w obu przypadkach i jakoś to nie za bardzo schodziło. Raczej nie będę tego robił więcej.

Do tego proporcja 300 g buraków/150 g orzechów jest mało dietetyczna/za bardzo kaloryczna. Alternatywna wersja mchali/pchali nie przewiduje miksowania buraków/orzechów. Po prostu buraki się trze na grubej tarce, posypuje orzechami i przyprawami (np. http://ugotuj.to/ugotuj/174600369/mchali+z+burakow/p/):

60 dag niedużych buraków ćwikłowych; 5 dag wyłuskanych orzechów włoskich; 2--3 łyżki posiekanej natki; 4 ząbki czosnku; 2 łyżki octu winnego; 3 łyżki oleju słonecznikowego; sól+ pieprz.

Buraki gotujemy lub pieczemy. Po opłukaniu w zimnej wodzie obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Orzechy siekamy i mieszamy z burakami, natką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, octem i olejem. Przyprawiamy solą i pieprzem. Podajemy po schłodzeniu.

Muszę spróbować tej wersja, która wydaje się mieć dwie fundamentalne zalety: mniej kalorii (mniej orzechów -- 8,3% masy buraków zamiast 50%) no i nie przewiduje blendowania, które jest mocno uciążliwe.

Reasumując z kuchni gruzińskiej próbowałem już wykonać samodzielnie: mchali, badridżani z bakłażana (http://obliczagruzji.monomit.pl/przepisy-kuchni-gruzinskiej/baklazanowe-zawijasy-po-gruzinsku) no i czurczele. Bardziej skomplikowane rzeczy typu pierogi chinkali są nie dla mnie. Rezulatat mieszany: mchali i czurczele tak sobie. Badridżani może być ale żeby to jakaś superrewelacja była to też nie powiem. Planuję jeszcze spróbować pelamuszi (zamiast czurczeli), bo to w sumie to samo.

Przepisu na pelamuszi/pelamushi po polsku ni ma to załączam po angielsku, wg. https://www.washingtonpost.com/recipes/georgian-sweet-grape-puddings-pelamushi/14548/:

Tested size: 6-8 servings

Ingredients: 1/4 cup all-purpose flour; 1/4 cup extra-fine or finely ground cornmeal (harina de maiz); Small pinch fine sea salt, plus more for garnish; 32 ounces pure Concord grape juice; 1/4 cup honey, for garnish; 1/2 cup skinned, chopped hazelnuts (may substitute another tree nut), for garnish.

Directions: Whisk together the flour, cornmeal, salt and grape juice in a large saucepan over medium-high heat. Bring to a boil, stirring occasionally; cook for 1 minute, then reduce the heat to medium-low; cook for about 20 minutes, stirring often, until the mixture has reduced by about one-third and you can no longer taste the flour.

Divide the mixture among individual ramekins. Place them in the refrigerator to chill and set for several hours or up to overnight.

Preheat a toaster oven or oven to 300 degrees. Line a small baking pan with parchment paper.

Bring the honey to a boil in a small saucepan over medium-high heat; it will look sudsy. Stir in the nuts until evenly coated; remove from the heat after 30 seconds.

Spread the nuts in the baking pan and sprinkle lightly with salt; bake for 10 minutes, then transfer the nuts to a wooden cutting board to cool, turning them over after 2 or 3 minutes and breaking apart any large chunks.

Serve the chilled puddings in their ramekins, or turn them out onto individual plates. Garnish with the honeyed hazelnuts and a sprinkling of salt.

url | Tue, 08/01/2019 10:32 | tagi: , ,
Zbieranie bursztynu na wyspie Sobieszewskiej

Na sprawą TV temat stał się modny. Ja się dowiedziałem o tym sporcie trochę wcześniej od kol. MK, który szuka bursztynu już od paru lat. Bursztyn zbiera się przeszukując wypłukane przez wodę patyki, których -- po sztormie -- są całe ławice. Można czekać aż morze ww. patyki wyrzuci na brzeg, ale lepsze rezultaty daje brodzenie w wodzie. Do tego potrzebne są wodery (minimum kalosze) i podbierak do zagarniania patyków. Bursztyn pływa i jest żółty więc da się go wyławiać podbierakiem (razem z patykami); alternatywnie wyciąga się w ciemno cały podbierak patyków na brzeg a potem wysypuje i ogląda zawartość. W nocy też można szukać, bo w świetle lamp UV bursztyn zabarwia się na żółto-seledynowo i dość wyraźnie go widać. Bursztynu szuka się po sztormie, przy czym wiać powinno w kierunku lądu czyli z północy. Jak nie wiało to go nie będzie, można nie chodzić i nie tracić czasu. W skrócie zatem naukowo: buty + podbierak + sztorm = bursztyn (bursztyn - podbierak = buty + sztorm zatem :-) ).

Więc poszliśmy (mój) pierwszy raz szukać 25 grudnia. Plaża była pusta, ale znaleźliśmy miejsce gdzie trochę tego bursztynu było. No ja byłem średnio przygotowany i wyszkolony. Nie miałem w szczególności wysokich butów i dość szybko woda mi się nalała. Zimno mi się przeraźliwie zrobiło. Byliśmy wszystkiego góra 2 godziny.

Potem był sztorm jak wiadomo. Pojechaliśmy w czwartek 3-ciego stycznia, sztorm jeszcze nie ucichł. Plaża i woda przy brzegu była czysta, w sensie nie było żadnych patyków. Nie było nawet sensu szukać. Przetestowałem nowej wodery z Decathlonu (149 PLN) + kurtkę HH (odgrzebaną z szafy). No tym razem byłem ubrany prawidłowo--jedyny problem to kończyny, zwłaszcza dłonie. Bo żeby zbierać bursztyn to lepiej zdjąć rękawice.

Kolejna wizyta w piątek--byliśmy na Sobieszewie rano, tuż po 4:00. Wiatr już ucichł, ale morze było jeszcze wzburzone. Na plaży były już miejsca, w których zaczęły gromadzić się wypłukane z dna patyki. Było już też sporo ludzi na plaży z latarkami UV. Nie było tylko bursztynu. Poszliśmy pokimać do samochodu, bo szkoda było marnować energię...

Około 7:00 następna próba. Morze wyraźnie spokojniejsze, jeszcze więcej ludzi na plaży, których stopniowo przybywa. W apogeum jest kilkaset osób, które gromadzą się w miejscach, w których fale wyrzucają patyki (i bursztyn). Pojawiają się też media (TVN, TVP, Fakt). Pan z lokalnej Panoramy nawet zrobił ze mną wywiad, ale się okazało, że byłem rezerwą. Puścili wywiad z kimś innym. Rozczarowujące... Zbieraliśmy bursztyn do 14:00. Ja uzbierałem ponad 400 g, w tym okoł 200 g w dużych kawałkach, reszta to okruchy. Nb. bursztyn jest lekki więc nawet całkiem spory kawałek nie waży dużo 12 gramów to mój rekord mówiąc konkretnie (kawałek 40mm długi 20mm szeroki no i jakieś 15mm gruby; wyłowiony z morza zresztą a nie znaleziony na brzegu). Okruchy ważą ułamki grama a wymiarowo zaczynają się od (dużego) łepka od szpilki -- żeby ktoś nie myślał że standardem jest okaz pokazywany w TVN. Absolutnie nie, taki gigant (wielkości pięści), to rzadkość -- ja nie widziałem żeby ktoś coś takiego wyłowił, no ale widać, że jak się ma szczęście to można.

Kolejna wizyta na plaży 6-tego stycznia. Trochę na pałę, bo było wiadomo że będzie tłum (niedziela). I był. Pełno patyków, gorzej z bursztynem. Jak zapadł zmrok się okazało, że nasze latarki UV to zabawki w porównaniu z tym co wyciągnęła konkurencja. Zwijamy manele koło 17:00. Słabo poszło...

Dziś (7 stycznia) pojechałem sam kontrolnie, bez sprzętu. Plaża pusta, morze spokojne, nie ma zbieraczy -- tylko nieliczni spacerowicze. Przeszedłem się od wejścia Orle do Ptasiego Raju zbierając okruchy bursztynu i robiąc zdjęcia. Nawet tych okruchów trochę było (więcej niż wczoraj, w tym trzy w miarę kuliste okazy 15mm--20mm średnicy ważące: niecałe 4 g, ciut ponad 4 g oraz największy -- 5,7 g. Razem wszystkiego wyszło 25 g.)

Teraz trzeba czekać na następny sztorm...

Zdjęcia z wypraw po bursztyn są tutaj: 0401 0601 0701

url | Mon, 07/01/2019 20:58 | tagi: ,
Jak zrobić gruzińską czurczelę




Czurczchela: Czurczchela -- gruziński deser produkowany z orzechów i winogron. Znany w Turcji jako Pestil Cevizli Sucuk. Orzechy są wiązane nićmi. Gotowane w soku z winogron i masie z mąki kukurydzianej oraz cukru tworzą coś na kształt podłużnych batonów. Zobacz też: http://weganon.pl/2016/03/gruzinska-czurczchela-2.html (albo wpisz w google Czurczchela).

Spróbowałem wykonać wg przepisu:

Składniki: 1 litr soku (świeżego) z jasnych winogron. ok. 5 łyżek mąki; szczypta soli; 140 g orzechów.

Orzechy nawlekamy na bawełniane grube nici, zawiązując na końcu pętelkę do powieszenia przyszłych orzechowych batoników. Otrzymałam 7 sztuk o długości 12--14 cm.

Sok z winogron podgrzewamy, aż się gotować. W odrobinie zimnego soku z winogron rozprowadzamy mąkę i wlewamy do gotującego się soku, dokładnie mieszając masę, która wyglądem będzie przypominać wodnisty kisiel. Zmniejszamy temperaturę. Po 30 minutach masa zacznie lekko gęstnieć i przybierze kolor jasnego toffi. Lekko solimy. Często mieszamy, by gęstniejący sok nie przywarł do dna garnka. Masa będzie przybierać coraz ciemniejszy kolor i zredukuje objętość. Pod koniec gotowania będzie wyglądała jak kajmak. Obtaczamy w masie sznurki orzechów i zawieszamy do zastygnięcia.

Przepis miejscami nie do końca precyzyjny, co rozumiem wynika ze zmiennej ilości wody w owocach i/lub upodobań kucharza. W szczególności brak jest czasu gotowania.

No to w moim przypadku było 1300 g soku (czyli nieco więcej niż w przepisie) i 100 g mąki. Razem 1400 g. Po 40 minutach gotowania waga masy wynosiła 1080 g.; 60 min. -- 960 g.; 90 min. -- 710 g.; 110 min. -- 580 g.; 120 min. -- 510 g. Czyli po 2 godzinach masa stanowiła 36% wyjściowej a po 110 minutach 41%.

Moim zdaniem przegiąłem pałę i zbytnio zredukowałem sok, co spowodowało, że nie szło w nim zanurzyć sznurka. Jeszcze pierwszy dało się w miarę łatwo oblepić (bo sok był gorący i było go najwięcej) ale już drugi z trudnością a trzeci okazał się ostatnim.

Wniosek: 2 h gotowania to za dużo. Wychodzi że godzina i 45 minut (albo i ciut mniej) absolutnie wystarczy. Albo redukcja masy do 42--45%. Jak mi się będzie chciało to takie będą parametry w drugim podejściu. Także w drugim podejściu bym spróbował wersji nieco bardziej slim, tj. wykorzystując sok z jabłek (tańszy i mniej kalorii), bo wprawdzie prawdziwe churczele są z winogron ale są też wersje z soku z granatów oraz jabłek (widzieliśmy w Gruzji). No i wreszcie bym rozpoczął od 3litrów soku, kończąć na 0,45 $\times$ 3 l = 1,35 l.

Jeżeli ktoś jest w stanie ocenić lepkość po wyglądzie, to po 2 h tak to wyglądało.

Piszę nieco bardziej, bo (podobnie jak wiele innych przysmaków z Gruzji) czurchela za sprawą zgęszczonych winogron/mąki/orzechów to bomba kaloryczna. Raczej nie należy się nią objadać...

url | Mon, 07/01/2019 05:59 | tagi: , ,
Wałęsa krył pedofila?

WysokieObcasy czyli marka należąca do GazetyWyborczej opublikowała tekst o tym, że ksiądz Henryk Jankowski był pedofilem (nie czytałem). Temat podjęły inne media: Dorośli wiedzieli, że Jankowski -- jak mówili -- ,,gania za dziećmi''. Nagle został przeniesiony z parafii. ,,Po prostu zniknął, a potem stał się sławny''. Ks. Henryk Jankowski przez kilkadziesiąt lat wykorzystywał seksualnie dzieci. [...] Legendarny kapelan ,,Solidarności'' okazał się niebezpiecznym drapieżnikiem, który co najmniej od końca lat 60. przez kilka dekad wykorzystywał seksualnie dzieci. Od lat 90. na plebanii Jankowskiego pomieszkiwali ministranci i młodzi chłopcy. Podawali gościom alkohol, zostawali na noc, spali z Jankowskim w jednym łóżku. Widzieli to księża i politycy, ale nikt nie reagował.

No dobra kto to są ci Dorośli (zwani też księżmi i politykami, KiP): Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Jerzy Borowczak itd. itp. No ale na plebanii nie tylko bywali KiP, co najmniej należy dodać biznesmenów i dziennikarzy. Ci pierwsi to na przykład z okazji odbudowy całkiem niemałego kościoła i realizacji dziwacznego pomysłu bursztynowego ołtarza. A wśród tych drugich to i sam pan Adam Michnik się znajduje (lub jakiś jego podwładny, który nie musiał przecież czekać 30 lat na zdemaskowanie potwora.)

Dlatego z ciekawością będę obserwował rozwój wydarzeń, ale i z pewnością że nasze skarby narodowe będą chronione do końca (ich lub chroniących). Pewności wszak nie ma co się stanie, jak na przykład Bolec nieopatrznie się wypuści za granicę do jakiegoś superpostępowego kraju...

url | Mon, 10/12/2018 05:31 | tagi: ,
Podsumowanie listopada

Wizyta w rezerwacie Ptasi Raj (26/10/2018)

Jeszcze formalnie październik, ale warto też wspomnieć w zestawieniu listopadowym, bo byłem pierwszy raz w życiu w rezerwacie PtasiRaj (Sobieszewo w kierunku Górek Zachodnich). Wrażenia pozytywne (przyroda) i negatywne bo coś śmierdziało i hałasowało non stop praktycznie. Ludzi mało, bo zwykły weekday i po sezonie. Hałas był niewielki--bardziej stanowił kontrast pomiędzy pierwotną przyrodą rezerwatu--człowiek myślał że jest w Białowieży a tu coś stuka i wierci w oddali (stocznie a głos po wodzie się niesie). Puściutka-dzika plaża, ale na horyzocie widać Port Północny albo instalacje Lotosu.

Teren zagospodarowany w tym sensie że są wytyczone ścieżki edukacyjne, tablice z opisami flory/fauny, dwie wieże obserwacyjne (lornetkę należy mieć koniecznie) a nawet restauracja (przed rezerwatem oczywiście) Wracając do smrodu, to może dzień był pechowy--też nie tak że jakość strasznie cuchnęło ale było czuć że bynajmniej nie jest to zapach bryzy-od-morza.

Stutthoff -- 1-sza wizyta (27/10/2018)

Pierwszy raz w Niemieckim KL w ogóle (nigdy nie byłem w Auschwitz/Majdanku itp). Nie lubię takich miejsc oglądać ale się reklamowali że jest wystawa czasowa pn `Prawo i zagłada' o roli Policji w Trzeciej Rzeszy w Zbrodniach (jak mniemam) No więc ponieważ interesuję się historią, a temat wydał się ciekawy to postanowiłem pojechać i obejrzeć. Upewniłem się czy w Sobotę działają. Działają tyle że krócej, bo mają imprezę plenerową później.

Jadę (rowerem). Dojeżdżam o 12:20 (wg info mieli działać do 13:00).
-- Wystawa?--no dziś zamknięta
-- Nosz kurna toż się pytałem
-- No to pracujemy ale wystawa zamknięta wyjątkowo bo mamy koncert o 18:00

Czyli typowe w PL-państwówce. Mieli pretekst to sobie poszli do domu o 12.45 (bo już o tej godzinie zamknęli bramę) bynajmniej nie pomagać przy imprezie (która zaczynała się za 5h). Ale jak już tam byłem, to wlazłem na teren. Niewiele tam jest do oglądania--prawie nic. Chyba że coś pominąłem ale raczej nie, by się w oczy rzucało. Nie ma atmosfery grozy miejsca zbrodni--taka łąka a la ośrodek wypoczynkowy tyle że płot z drutem kolczastym. Krematorium niby jest ale teraz to palenie zmarłych nie jest czymś niezwykły, izby w (bodajże czterech) barakach co zostały niezniszczone/albo je odbudowali -- przerobione na sale muzealne, urządzenia sanitarne nieliczne (jedna łazienka konkretnie).

Wiele instalacji (ogród obozowy) ewidentnie nieoryginalna. To co jest to gabloty z papierami i jakimiś drobnymi przedmiotami typu łyżka czy but...

Kopalino #1 (02/11/2018)

Pierwszy raz w życiu--ciekawe miejsce, zwłaszcza po sezonie.

Tutaj są zdjęcia.

Do Jankowa k/Kowal 03/11/2018

Tam w sklepie rowerowym A. Wojtasa (m.in. masażysta Bora-HansGrohe (B-HG)) fajna impreza była, o której się dowiedziałem z FB. Trwało to 2 godziny, w tym czasie właściciel sklepu (czyli Wojtas) opowiedział (w detalach) jak wyglądało odżywianie kolarzy podczas jednego (6 godzinnego) etapu Tirreno-Adriatico (na którym R. Majka zajął 2-gie miejsce BTW). W przerwach między gadaniem gotował ryż (z owocami--przepis na zdjęciu), z którego potem zrobił kostki po 60--70g (25g suchego ryżu podobno). Masa wskazówek jak uzyskać właściwą konsystencję, jak opakować żeby łatwo odpakować na rowerze itp...

Przy okazji wiele ciekawostek opowiedział na przykład na temat diety Sagana (że misie Haribo lubi i makaron z manufaktury Martelli co kosztuje B-HG całkiem okrągłą kwotę), że B-HG ma autobus restauracyjny, tj. kolarze jedzą w autobusie, a nie w hotelu (szybciej i lulu spać), że B-HG ma samochód meblowy i przed etapem taki samochód jedzie do hotelu i wymienia materace, kołdry, itp w pokoju na swoje. Że B-HG zatrudnia 80 ludzi (do obsługi 30 kolarzy) i ma budżet 22mln EUR z czego 4mln idzie na TdF.

Tutaj są zdjęcia.

Sztutowo #2 06/11/2018

Byłem w Sztuthoffie raz jeszcze. Wykorzystałem okazję bo Elka jechała do Łomży to mnie odstawiła do Nowego Dworu Gdańskiego więc praktycznie miałem w jedną stronę podwózkę. Obleciałem cały obóz. Poprzednio pominąłem parę rzeczy typu komora gazowa. Byłem też na tej wystawie co ją chciałem obejrzeć, ale okazała się w sumie lipą. Takie tam Niemieckie bicie się w piersi (jak już wszyscy potencjalnie do oskarżenia nie żyją)--bo wystawa jest Niemiecka. Ogólnie znane fakty; no i mała--kilkanaście plansz.

Ciekawostkowo: nie było ochrony, wlazłem ot tak. Do tej pory jak tam byłem dwa razy bodajże, to zawsze opiernicz od ochrony, że rower, nie wolno itp. Bo jak już się przejdzie przez bramę, to na terenie obozu nie ma żadnego dozoru, tylko napisy że kamery są...

Wystawa niemiecka była w szklarni. Poprzednio jak byłem, to nie mogłem wejść, bo szklarnia była zamknięta. Komuś kurna nie chciało się pójść i zamka przekręcić--bo reszta obozu była dostępna, a szklarnia -- nie wiedzieć czemu -- nie.

Tutaj są zdjęcia

Otwarcie mostu na W. Sobieszewską 10/11/2018

Przypadek polegał na tym że pojechałem celem zwiedzenia rezerwatu ,,Ptasi Raj'' a nie na otwarcie (o którym nie miałem pojęcia). Nawet chciałem poczekać i obejrzeć uroczystość ale chaos był i nie było wiadomo kiedy się zacznie. Otóż organizatorzy nie pomyśleli i moim zdaniem źle zaplanowali otwarcie. Postawili mikrofony na początku mostu i przewidzieli otwarcie-podniesienie jako gwóźdż programu (bo to zwodzony jest most). Widząc tłum na moście kazali ludziom stanąć przed mostem, co znakomicie pozbawiłoby wielu możliwości obejrzenia czegokolwiek. Więc przez 15 minut trwały targi żeby tłum się cofnął, a że się nie cofał to sobie odpuściłem. Tam z boku był plac było tam zrobić przemówienia a potem otworzyć most (na przykład.)

Co do smrodu, to był mniejszy i w innym miejscu. Las przy plaży pełen śmieci i ludzi (bo to sobota była). Za to nie było hałasu ze stoczni...

Tutaj są zdjęcia. A tutaj jest filmik.

Cmentarz francuski (12/11/2018)

Impreza na 100 lecie rozejmu kończącego 1-szą wojnę światową. Ja sie znam z konsulem honorowym rep. Francuskiej (też rowerzysta) to poszedłem z ciekawości. Miał być ambasador i w ogóle...

Przyjechałem grubo za wcześnie, bo mi się godziny pomyliły, ale nie byłem pierwszy. Młody mężczyzna jakiś chodził między grobami w zielonym berecie, ale ubrany w cywilne łachy. Sylwetka sportowa, ogolony łep na rekruta... Oho myślę ochrona ambasadora. Ale potem przyszedł drugi, starszy, o lasce z całą klatą w medalach w takim samym berecie. A potem następny i jeszcze następny, razem z 10 było, w różnym wieku. Się okazało że to Polacy, bo po polsku gadali. No to się przyjrzałem bliżej bo naszywkę każdy miał na ręce:

Legion Entrangere.

O-żesz. Mówili perfekt polszyzną (do siebie bo jak się ustawili do warty to przeszli na francuski) i bez przekleństw, a nie kurwa-kurwa co drugie słowo jak nie przymierzając b. premier Belka. Czyli selekcja jest i byle kogo do Legii nie biorą.

Ciekawostka #2. Były 2 przemówienia: krótsze ambasadora i dłuższe biskupa Głodzia, który pierdyknął mowę na 10 minut (albo i lepiej), ale o czym mówił to ja nie wiem, bo było po francusku... Szczena nie tylko mi chyba opadała bo generalnie ma on nie najlepszą opinię.

Tutaj są zdjęcia.

13/11/2018 Cmentarz angielski

Podobna impreza, ale w Malborku bo tam jest cmentarz Brytyjskiej Wsp. Narodów. Słabiej wypadło. Liczyłem na kobziarzy, a przyszedł tylko pluton w mundurach polowych + pułkownik z ambasady. Orkiestry nie było, tylko na trąbce sygnały grali. Za to miejscowi się starali (a w GDA nie--z UM/Urzędu Wojewódzkiego to ja w GDA nikogo nie widziałem.)

Był jeden kombatant (na zdjęciu), ksiądz anglikański. Po uroczystości Angole złożyli wieniec (z plastikowych maków) na jednym grobie. Pytam się czy to ktoś z ich jednostki (bo tam tradycja -- oddziały po 300 lat istnieją) ale nie rodzina przysłała/dała wieniec to położyli.

Powrót w ulewnym (miejscami) deszczu. Takie były w sumie prognozy ale miałem nadzieję. Jakoś takoś jednak nie przemarzłem (dobra kurtka przeciw deszczowa) i doturlałem się z Malborka do GDA, a tam do SKM-ki bo już mi się nie chciało przez miasto jechać.

Tutaj są zdjęcia

15/11/2018 Kopalino#2/Mechowo

Drugi raz się kopsnąłem w tym kierunku. Pierwszy raz byłem w Grotach Mechowskich. Atrakcja taka sobie--bilet trzeba kupić żeby nie tyle wejść--bo słowo grota to na wyrost jest -- co podejść do groty... Nie kupiłem:-) Spieszyło mi się, poza tym płot jest 5m od groty i jest ażurowy więc widać co jest za płotem...

Tutaj są zdjęcia.

Upgrade roweru

Cichcem zrobiłem upgrade swojej bryki CX kupując koła Campagnolo Vento (drugie od dołu:-) 1100 PLN nowe). Fajne koła za 400 PLN, używane, ale w dobrym stanie. Jeszcze nawet opony dodał gość, ale te akurat 23mm i dupiate (Hutchinson za 40 PLN nowe) w zasadzie do wywalenia, mimo że w dobrym stanie, m.in. dlatego, że ja definitywnie przeszedłem na 25mm.

Ponadto wymieniłem sztycę, bo w starej już dwa razy złamała się śruba mocująca. Niby firmowa (Amoeba), a miała IMO defekt konstrukcyjny: śruby mocujące siodło to zaledwie #5. No ktoś przesadził. Minimum 6mm i się nie łamią. Tu z kolei kupiłem niby karbonowego Ritcheya, a nieoficjalnie chińską podróbkę tegoż (za 170 PLN nie kupi się Richeya). Że chiński to wskazuje także to, że sztyca ma ciut za małą średnicę i się osuwała w rurze podsiodłowej. Okleiłem ją taką taśmą przeciwogniową z warstwą aluminium (klej ma toto dobry) i jakby teraz nie spada...

Jeszcze dokupiłem pedały jednostronne Kellys za 99 (przecenione z 300 PLN na Allegro). Fajne pedały. Wreszcie przypadkiem nowe siodło 4za za 95 PLN (czyli Ridley--żółte do żółtego roweru!) Kiedyś używałem podobnego siodła i się pałąk łamał--kijowe było, ale tamto to był Stratus a to Cirrus (wizualnie to to samo:-). Ten Cirrus to nawet jest tańszy--ale to może i lepiej, bo tańsze to często są trwalsze

Rower waży teraz 9,9kg (opony 35mm, dętki też niczego sobie) co uważam za b. dobry wynik.

url | Thu, 29/11/2018 04:49 | tagi: , ,
Towarzyszka partyjna Widmann ma pomysł

Pełnomocnik rządu federalnego ds. Integracji, Annette Widmann-Mauz (CDU), wzywa do edukacji seksualnej osób ubiegających się o azyl w Niemczech, po tym jak 7 Syryjczyków zostało aresztowanych i oskarżonych o gwałt we Fryburgu.

Ciekawe czemu tylko osób ubiegających się o azyl w Niemczech a nie wszystkich gwałcicieli? Jak równość to równość.

Nb. i celem przypomnienia: jak nam takie Parteigenossinen Widman rajfurzyły tzw. ,,dzieci-z-Aleppo'' to następujące argumenty podnoszono: że jak nie to xenofobia, że jak nie to strzał w stopę bo ubogacenie kulturowe, że jak nie to bezczelna niewdzięczność (forsa wzięta z UE zobowiązuje do wykonywania poleceń centrali--ex Tusk m.in. mówił takie cóś bez ogródek). No to teraz się wyjaśniło, że to co wzielim to by się teraz zwróciło w formie wydatków na bezpieczeństwo i edukację ,,dzieci-z-Aleppo''. Pan Bóg czuwał tym razem nad Polską i wybory 2015 skończyły się jak się skończyły...

url | Sun, 04/11/2018 08:59 | tagi: ,
Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów

Dla propagandzistów z Wiertniczej/Czerskiej/PolitrukaPL na pewno. Ale tego tam nie zobaczycie bo wtedy ich wyznawcy by dostali rozdwojenia jaźni.

Brakuje tylko Tuska + Bono.

BTW zdjęcie pochodzi ze spotkania w Stambule 27.10.2018 czyli wczoraj (jedyny element dorysowany to oczywiście kretyńskie badge/odznaki pn. KONSTYTUCJA)

url | Sun, 28/10/2018 05:31 | tagi: , , , ,